środa, 16 grudnia 2009

Okręty rakietowe Marynarki Wojennej w Gdańsku - Nowym Porcie

ORP "ORKAN", w tle kontenerowiec i prom

Trzy okręty należące do Dywizjonu Okrętów Rakietowych 15 i 16 grudnia odwiedziły gdański Nowy Port. ORP "METALOWIEC", ORP "ROLNIK" i ORP "ORKAN" zacumowały przy Nabrzeżu Ziółkowskiego wczesnym popołudniem 15 grudnia 2009 r.

Niecodzienna wizyta na nabrzeżu, które wszyscy kojarzą z promami pływającymi pomiędzy Polską a Szwecją, miała dwa charaktery. Przede wszystkim był to element kilkudniowych ćwiczeń Marynarki Wojennej. Te trzy okręty wykonywały manewry wchodzenia i wychodzenia z gdańskiego portu.
Prócz tego Marynarka Wojenna udostępniła we wtorkowe popołudnie i wieczór dwa okręty do zwiedzania. Wejść, fotografować i porozmawiać z załogą można było na ORP "METALOWIEC" i ORP "ORKAN". ORP "ROLNIK" był niedostępny dla gości ze względu na pozostawanie w gotowości bojowej.

W ciągu kilku godzin przez nabrzeże i okręty przewinęło się kilkaset osób, pomimo mało zachęcającej aury. Załogi, jak zawsze bardzo chętnie, z uśmiechem oprowadzały szczury lądowe po jednostkach. Marynarze z cierpliwością odpowiadali zarówno na banalne, jak i bardzo specjalistyczne pytania ciekawskich.

Nieczęsto zdarza się taka atrakcja w Nowym Porcie. Pomimo kiepskiej pogody, osoby które zdecydowały się na wizytę na Nabrzeżu Ziółkowskiego na pewno wróciły do domów pełne wrażeń i z niecodziennymi zdjęciami. Przy dozie cierpliwości i szczęścia w jednym miejscu można było zobaczyć i uwiecznić okręty, statki handlowe i prom. Oby zdarzało się więcej takich atrakcji w wyjątkowej, portowej dzielnicy Gdańska.

O dywizjonie:

Rozkazem Dowódcy Marynarki Wojennej RP z dnia 21 czerwca 2004 roku sformowano w dniu 1 lipca 2004 roku dywizjon Okrętów Rakietowych (dOR).
W skład sformowanego dywizjonu weszły trzy małe okręty rakietowe projektu 660 ( ORP "ORKAN"; ORP "PIORUN"; ORP "GROM") i dwa kutry rakietowe projektu 205 (ORP "WŁADYSŁAWOWO"; ORP "ŚWINOUJŚCIE") ze składu 31. dOR oraz cztery małe okręty rakietowe projektu 1241RE (ORP "GÓRNIK"; ORP "HUTNIK"; ORP "METALOWIEC"; ORP "ROLNIK") ze składu 32. dOR.*


* Materiały promocyjne MW

Od lewiej ORP "ROLNIK" i ORP "METALOWIEC" - dzioby okrętów

Rufy ORP "METALOWIEC i ORP "ROLNIK"

Burty i podwójne wyrzutnie rakiet przeciwokrętowych

Rakieta przeciwokrętowa w wyrzutni nr 4 na ORP "METALOWIEC"

Więcej o Marynarce Wojennej: Wolne Forum Gdańsk

poniedziałek, 7 grudnia 2009

XI Festiwal Pomuchla 5-6 XII 2009 - Łeba


W Łebie, w dniach 5-6 XII, w gościnnych progach Szkoły Podstawowej nr 12 przy ul. Tysiąclecia, odbył się XI Festiwal Pomuchla . Impreza, która wpisała się w kalendarz jako stała atrakcja Nordy. Rokrocznie w sobotę i niedzielę najbliższą święcie patrona rybaków - św. Mikołaja, Łebą rządzi pomuchel.

Formuła Festiwalu Pomuchla w zasadzie nie zmienia się od lat. Festiwalowa sobota jest poświęcona części naukowej, natomiast niedziela to już rozrywka (aczkolwiek nie dla wszystkich). Uczestnicy konkursu kulinarnego dwoją się i troją przygotowując prezentacje. Sala gimnastyczna od przedpołudnia jest zapełniana stołami, dekoracjami i potrawami przygotowanymi z ryb przez zawodowych kucharzy i amatorów . Imprezie towarzyszy dwudniowy jarmark świąteczny, na którym można się zaopatrzyć w ręcznie wykonane ozdoby i kaszubskie specjały.

W sobotę rozpoczęła się konferencja pt. "W świątyni żywiołów". O samym pomuchlu w raporcie opowiadał dr Zbigniew Karnicki z Morskiego Instytutu Rybackiego w Gdyni. W innych referatach mówiono też o Łebie i jej okolicach w różnych kontekstach - zarówno pod kątem rybaczenia, przyrodniczo-geograficznym na artystycznym kończąc.

Sama niedzielna część imprezy niczym nie zaskoczyła. Restauratorzy i lokalne organizacje pokazały to, co mają najlepszego. Niestety nic się nie zmieniło w organizacji. Po raz kolejny impreza ma charakter otwarty - niebiletowany, stoły prezentujących nie są oddzielone od zwiedzających. Po przejściu komisji konkursowej, której w tym roku przewodniczył Karol Okrasa, zaczyna się oblężnicza konsumpcja. Tak samo nie zmieniło się oświetlenie hali, które stanowią potężne reflektory ubrane w barwne filtry. Większość potraw wygląda w takim świetle po prostu nieapetycznie.

Wiele osób może też dziwić termin Festiwalu Pomuchla. Dlaczego w grudniu, po sezonie? Na to pytanie odpowiada burmistrz Łeby Halina Klińska:

" No właśnie dlatego. To nasz sposób na przedłużenie sezonu. Chcemy bardzo, żeby ludzie przyjeżdżali do naszego miasteczka także w inne pory roku. Festiwal jest do tego świetną okazją. Co roku przyciąga rzesze ludzi."*

Warto zaznaczyć,że po dwóch latach nieobecności powrócił na stoły król imprezy - pomuchel. Poprzednie edycje obyły się bez niego ze względu na przepisy i limity połowowe narzucone polskim rybakom przez UE. W niedzielę pierwszy raz od 3 lat na dziedzińcu można było kupić świeżutkie dorsze.

Pomimo wszystkich mankamentów tej corocznej imprezy, nieustannie zachęcam do jej odwiedzania. Łeba i nasze bałtyckie pomuchle są wyjątkowe. Małe nadmorskie miasteczko ma wyjątkowy klimat, i z pogardzanego dawniej dorsza można wyczarować wspaniałe potrawy.

*) źródło - XI Festiwal Pomuchla, biuletyn bezpłatny, grudzień 2009

sobota, 28 listopada 2009

FOTOGRAF.IS(t)KA


FOTOGRAF.IS(t)KA


Czas na kolejne porządki.

Blog "Neufahrwasser...Neufahrwasser", który istnieje od 2007 r. (a w zasadzie jeszcze dłużej, tylko poprzedni wchłonął jakiś błąd w matrix) przeszedł bardzo długą ewolucję. Zaczęło się od zabawy, pisania dla znajomych i rodziny.

W chwili obecnej jest to w zasadzie blog dziennikarsko - historyczny. Blog, którego konwencję sama co jakiś czas zakłócam pojedynczymi zdjęciami, metaforami, opisami moich stanów emocjonalnych. I nijak się to ma do obecnego profilu Neufahrwasser…Neufahrwasser. Zbyt wiele grzybów w jednym barszczu.

Od dzisiaj zaczyna funkcjonować równoległy blog "FOTOGRAF.IS(t)KA" Na nim będę prezentowała codzienne i niecodzienne zdjęcia. Okraszone dłuższym tekstem, czasami pozostawione tylko z tytułem fotografii bez mojego komentarza. Będą się pojawiały fotografie i nowe, i archiwalne.

Zapraszam serdecznie do dalszego śledzenia Neufahrwasser...Neufahrwasser i mojego najmłodszego dziecka FOTOGRAF.IS(t)KA
I oczywiście komentowania, jeżeli ktoś z moich miłych czytelników i oglądaczy ma na to ochotę.

Czy secesja była dobrym posunięciem pokaże czas.

poniedziałek, 16 listopada 2009

Pozwólmy przemówić rodzinnym pamiątkom


Muzeum Historyczne Miasta Gdańska, portal Trojmiasto.pl i Wolne Forum Gdańsk zapraszają do akcji "Pozwól przemówić rodzinnym pamiątkom". .

Czy ktoś z Was chciałby pokazać wyjątkową pamiątkę rodzinną ze swoich zbiorów i opowiedzieć historię ludzi i miejsc związanych z tym przedmiotem? A może osoby z Waszych rodzin, znajomi, sąsiedzi też byliby zainteresowani tą akcją?


Skrzypce wujka Tuska i pasztetowa. Historia Trójmiasta w rodzinnych pamiątkach

Skrzypce lutnika Czesława Niemena, rzeźby kultowego sopockiego artysty obok dziecięcych grzechotek przerobionych na talizmany, medalików, maszyn do szycia lub do wytwarzania słynnej "pasztetowej". Czy ktokolwiek słyszał by miały szansę zaistnieć obok siebie? Właśnie nadszedł ich czas. Portal Trojmiasto.pl wraz z Muzeum Historycznym Miasta Gdańska ogłasza wielką akcję zbierania pamiątek rodzinnych mieszkańców Trójmiasta.


Amatorzy staroci, kolekcjonerzy rodzinnych pamiątek i wspomnień, miłośnicy Gdańska, Gdyni i Sopotu oraz historii zaklętych w przedmiotach. To akcja właśnie dla Was - dla ludzi którzy kultywują rodzinne tradycje, wrośli w miejsce, w którym mieszkają, jednocześnie nie zapominając o tym, kim są i skąd pochodzą. Dzięki zaangażowaniu właśnie takich osób chcemy stworzyć jedyną i niepowtarzalną wystawę rodzinnych wspomnień.

- Po raz pierwszy tego typu ekspozycja będzie pokazywała mieszkańców Trójmiasta przez pryzmat tego co dla nich najważniejsze i im najbliższe. Chcemy pokazać pamiątki które pozostały po przodkach lub zostały przywiezione z różnych stron Polski i świata - tłumaczy Adam Koperkiewicz, dyrektor Muzeum Historycznego Miasta Gdańska. - Te pamiątki mają przemówić - mówić o tym co najsilniejsze w tradycji rodzinnej, o historiach jakie towarzyszyły tym przedmiotom. Poprzez pamiątki pokażemy historie rodów Gdańska, Gdyni i Sopotu.

Efektem akcji będą dwie wystawy: jedna wirtualna na stronach portalu Trojmiasto.pl, druga realna w murach Muzeum Historycznego Miasta Gdańska.

Na tych wystawach mogą pojawić się przedmioty cenne, mające bardzo bogatą, wielopokoleniową historię, jak i kilkunastoletnie za to niosące ciekawe historie i emocje. (...)

Małgorzata Kaliszewska - trojmiasto.pl

Jeżeli ktoś w Was, lub z Waszego otoczenia jest zainteresowany udziałem w tej akcji to bardzo proszę o kontakt.

Zapraszam na Wolne Forum Gdańsk

środa, 11 listopada 2009

Parada Niepodległości 11 XI 2009 - Gdańsk


Dzisiaj w Gdańsku odbyła się szósta Parada Niepodległości. Już szósta z kolei. Chociaż prognoza pogody i poranna aura widziana za oknem nie wróżyła sukcesu imprezy. Na szczęście listopadowa pogoda oszczędziła Gdańszczanom i gościom bardzo niskich temperatur i co najważniejsze deszczu. Uczestnicy parady postawili veto szaremu, pochmurnemu dniu. Dzisiejszym przedpołudniem śródmieście Gdańska stało się barwne i radosne. Parada sformowała się rankiem na Podwalu Grodzkim, skąd ruszyła przez przez Stolarską, Gnilną, Rajska, Heweliusza, Korzenną finiszując na Targu Węglowym.

Kilka tysięcy uczestników kolorowego pochodu przemierzyło gdańskie ulice na własnych nogach, kołach, gąsienicach, końskich grzbietach i szczudłach. Na czele parady przejechały pojazdy straży pożarnej. Uwagę przykuwał zabytkowy pomarańczowy, przepięknie utrzymany Magirus Deutz. Po strażakach pojawili się kolejni zmotoryzowani. Gokartowcy, motocykliści i auta. Zabytkowe mniej, lub bardziej samochody wywoływały chyba najwięcej emocji w zmotoryzowanej części parady. Jednym dech w piersiach zapierały amerykańskie krążowniki szos, innym plejada gwiazd automobilowych rodem z dawnego bloku wschodniego. Łezka w oku się zakręciła pewnie niejednej osobie patrząc na "skarpetę", "malucha", "fiaciora" czy Zaporożca. Swoje cacka zaprezentowali też miłośnicy Volkswagena i Mini Morrisa.
Kolejnymi uczestnikami parady z koniami mechanicznymi pod maskami były pojazdy wojskowe. Pojawił się ogromny KrAZ ciągnący armatę, pojazd gąsienicowy, terenówka z garkuchnią, motocykle. Później przejechali motocykliści crossowi, skutery i auta tunningowane. Pięknie się zaprezentował amerykański, lśniący wóz bojowy International Loadstar 1600 S należący do Ochotniczej Straży Pożarnej w Kartuzach.

Przeszły reprezentacje Straży Granicznej, Policji, Wojska Polskiego. Pomiędzy poszczególnymi uczestnikami parady pojawił również Jelcz "Ogórek" należący do Miasta Gdańska oraz carillon na kołach będący własnością Muzeum Historycznego Miasta Gdańska. Rozczarowaniem dla wielu osób było zaklęte milczenie carillonu w trakcie parady.

W końcowej części barwnego korowodu pojawiły się grupy rekonstrukcyjne budzące chyba najwięcej emocji wśród młodszych i starszych widzów. Konnica. Rycerstwo różnych epok, z których szczególną uwagę przykuwała jak zwykle husaria. No i oczywiście ułani. Prócz tego przemaszerowali żołnierze napoleońscy, kobziarze, szczudlarze, ratownicy medyczni z psami, mnóstwo młodzieży szkolnej i dzieci. Zaprezentowały się też grupy kibiców Lechii Gdańsk i GKS Wybrzeże. Nie zabrakło w pochodzie również władz miasta.
Na szczególne wyróżnienie moim zdaniem zasługują harcerze niosący dwie, ogromne długie flagi w formie band po obu stronach pochodu i jedną nad jezdnią. Widok robił wrażenie.

Parada zakończyła się na Targu Węglowym pod pomnikiem Jana III Sobieskiego. Przemawiał prezydent Paweł Adamowicz, odczytano list od premiera Donalda Tuska. W południe odśpiewano hymn narodowy i rotę. Po paradzie w Bazylice Mariackiej odprawiono uroczystą mszę, a po niej zaserwowano grochówkę sponsorowaną przez jednego z gdańskich restauratorów.

Frekwencja na paradzie była mniejsza niż w latach poprzednich. Niestety aura wystraszyła wiele osób. Ale ci, którzy się nie dali, odpowiednio ubrali na pewno nie żałują barwnie spędzonej niedzieli w centrum Gdańska.

Do zobaczenia w przyszłym roku na kolejnej Paradzie Niepodległości.








Strona Parady Niepodległości

Parada Niepodległości na Wolnym Forum Gdańsk

Fotoreportaż DarioB

niedziela, 8 listopada 2009

Ratujmy oliwską wieżę! Gdańsk - Oliwa

Zaopiekuj się oliwską wieżą. Inaczej pójdzie na żyletki
fot.Oktawiusz

Metalowa wieża ukryta na wzgórzu w oliwskim lesie przez lata pozostawała zapomniana. Teraz gdańscy urzędnicy postanowili pociąć ją na kawałki. Ale wieży bronią miłośnicy Gdańska

Wieża, a właściwie stalowa szkieletowa konstrukcja, stoi na wzgórzu w lesie tam gdzie ul. Polanki przecina się w ul. Bażyńskiego. Ma około 20 metrów wysokości, na górę wchodzi się po stromej drabinie zakończonej koszem, wielkości sporej wanny. Podłoga szczytu jest już nieco przerdzewiała, ale sama wieża jest w dość dobrym stanie. Dzisiaj służy głównie amatorom ekstremalnych emocji, bo kiedy zawieje wiatr to na górze nieźle buja. Miłośnikom ładnych widoków, bo z wieży rozciąga się cała panorama miasta (a do tego jest to jedyne miejsce w Trójmieście, z którego można podejrzeć rezydencję byłego prezydenta Lecha Wałęsy). I alpinistom, którzy wykorzystują to miejsce do ćwiczeń. - To była wieża naprowadzająca samoloty, które latały na lotnisko Gdańsk Zaspa - mówi Tomasz Strug z Wolnego Forum Gdańsk. - Powstała po wojnie, prawdopodobnie w latach 50. albo 60. Lotnisko zlikwidowano w 1974 r., a o wieży wszyscy zapomnieli.

Przypomniał sobie jednak o niej gdański Zarząd Dróg i Zieleni, dzisiejszy zarządca tego terenu. Rozbiórka wieży miała się odbyć cztery lata temu. Ale konstrukcja stoi do dziś. - Najpierw poszukiwaliśmy właściciela obiektu. Pytaliśmy wojsko, lotnisko, marynarkę wojenną, lotnictwo cywilne i wojskowe - nikt nie chciał się przyznać. To oznaczało, że wieżą musi zająć się nasz urząd - mówi Mieczysław Kotłowski, szef ZDiZ. - Opracowaliśmy projekt wyburzenia wieży, zebraliśmy dokumentację, uzyskaliśmy pozwolenie na rozbiórkę. A potem pracownik, który się tym zajmował, poszedł na emeryturę. I temat nam umknął. Jednym słowem: zawaliliśmy.

Teraz urząd po kilku latach przypomniał sobie o wieży. I postanowił ją zlikwidować jeszcze do końca tego roku. - Tę sprawę trzeba doprowadzić do końca - mówi Kotłowski. - Nie będzie to łatwe, bo konstrukcja jest wysoka i znajduje się w lesie, samochodem nie da rady tam podjechać. Ale nie jest to niemożliwe - w końcu nieraz ściągało się poprzewracane, wielkie drzewa.

Wieża ma być od góry cięta na kawałki, a stalowe części spuszczane na ziemię. Tymczasem w obronę obiektu zaangażowali się miłośnicy miasta. - Po co rozbierać coś, co nikomu nie przeszkadza - denerwuje się Strug. - Przecież ta wieża może przydać się np. osobom trenującym wspinaczkę. Miasto ma pewnie wiele innych wydatków niż likwidowanie czegoś, co jeszcze się może przydać. I nie przemawiają do mnie argumenty o tym, że to niebezpieczne. Z drzewa też można spaść, a nie jest to powodem to wycięcia lasu.

Tymczasem urzędnicy deklarują, że są skłonni pójść na współpracę. - Jeśli znajdzie się ktoś, kto przejmie ten obiekt pod opiekę i go zabezpieczy, nie widzimy przeszkód - mówi Kotłowski. - Nie będziemy przecież nikomu robić na złość i rozbierać wieży, która się komuś może przydać. Czekamy na propozycje. Podpiszemy stosowny protokół.

Tomasz Strug: - Puścimy tę informację w internecie. Może znajdzie się ktoś, kto będzie chciał wieżę.
Jowita Kiwnik - Gazeta Wyborcza fot. MarekS - PFE

Może wśród Was, albo waszych znajomych są miłośnicy wspinaczek i przepięknych widoków? Proszę bardzo o rozpuszczenie wiadomości o oliwskiej wieży gdzie i jak się da.

Kontakt: olivaer@gmail.com i nowyport.eu@gmail.com

piątek, 6 listopada 2009

Wyróżnienie w konkursie foto "A Ty co będziesz robić w Pomorskiem?"


"Butterfly"*

Za to zdjęcie odebrałam dzisiaj wyróżnienie z rąk Marszałka Województwa Pomorskiego p. Jana Kozłowskiego.


Celem konkursu zorganizowanego przez Samorząd Województwa Pomorskiego było kontynuowanie promocji rozpoczętej w 2007 r. Konkurs miał zasięg ogólnopolski i otwarty. Tematyka była w zasadzie dowolna. Każdy z fotografujących mógł znaleźć kategorię w której czuje się dobrze. Tematyka od wydarzeń masowych, po przez sport, zabytki, na przyrodzie i dowolnych kończąc. Największą popularnością cieszyła się tematyka morska. Zwłaszcza, że sprzyjał temu sezon wakacyjny. I wiele zdjęć miało właśnie taki lekki, wakacyjny charakter. Mnóstwo prac, co podkreślili organizatorzy w trakcie rozstrzygnięcia konkursu, miało bardzo romantyczny charakter. Pomorskie zachody słońca, mgły nad Bałtykiem i jeziorami są niepowtarzalne i ujmują za serca.

Konkurs trwał od kwietnia do września, wpłynęło prawie 400 prac. Wszystkie zgłoszone zdjęcia można obejrzeć w Fotogalerii.

Zostały wyłonione trzy pierwsze miejsca oraz 20 wyróżnień. Nagrodzone i wyróżnione prace są do obejrzenia w Fotogalerii - Rozstrzygnięcie konkursu

Zapraszam do obejrzenia galerii. I oczywiście komentowania, jeżeli ktoś z moich miłych odwiedzających ma ochotę.

Serdecznie dziękuję wszystkim, którzy trzymali za mnie kciuki!

*- zdjęcie wykonałam w listopadzie 2007 r. na Wyspie Sobieszewskiej.

sobota, 24 października 2009

"Deutßche Bauernhäuser" - Klaus Thiede, 1934



Polecam wydawnictwo poświęcone środkowoeuropejskiemu budownictwu wiejskiemu.
Świetne zdjęcia, unikatowe budowle.

Album w formie PDF można pobrać po kliknięciu poniższych linków:


"Deutsche Bauernhäuser" t.I


"Deutsche Bauernhäuser" t. II


Więcej architekturze dawnej można poczytać i o niej porozmawiać na forum.Wolne Forum Gdańsk Zapraszam.

poniedziałek, 19 października 2009

Danziger Chronik im Bilde


Broszurka z 1930 r. zawierająca sporo interesujących wiadomości, ciekawych zdjęć i reklam. Dzięki jednej z reklam wynikła ciekawa dyskusja na temat fabryki AMADA produkującej tłuszcze roślinne. Dyskusja: Wolne Forum Gdańsk - AMADA

Publikację w formie PDF można pobrać po kliknięciu na ten link:
Danziger Chronik im Bilde 1930

Podziękowania dla Rolanda, właściciela pozycji.

czwartek, 15 października 2009

Sztorm 14 X 2009, Nowy Port - Gdańsk



Przez blisko dwie doby trwał na Bałtyku sztorm. Wiele sztormów obserwowałam i przeżyłam mieszkając w specyficznym miejscu i podążając za nimi po wybrzeżu od wielu lat. Tak potężnego w życiu nie widziałam na Zatoce Gdańskiej. I nie tylko ja, bo osoby dużo starsze ode mnie też mówią, że takiego żywiołu nie pamiętają. Wiał północny wiatr którego prędkość w porywach dochodziła do 110 - 130 km/h, fale osiągnęły wysokość ponad 11 metrów a stan morza ponad 10 stopni w skali Beuforta.

W Nowym Porcie wstrzymano ruch statków, zawieszono rejsy promów do Skandynawii. Jednostki cumujące przy nabrzeżach asekurowały holowniki.

O 16 wybrałam się na bulwar pod latarnią morską popatrzeć na żywioł i co nieco sfotografować. Ubrana w sztormiaki i wysokie kalosze. Przezornie zabrałam ciężki, studyjny statyw. Wysiadanie z samochodu sprawiło mi trochę problemów ( wiatr był tak silny, że ciężko było drzwi otworzyć). Widok rozciągający się z końca bulwaru zapierał dech w piersiach. Nie tylko ze względu na wiatr i wodę unoszącą się w powietrzu. Niesamowite, przepiękne i budzące wielki respekt widowisko natury. Fale momentami przelewające się nad latarnią mola wschodniego na Westerplatte. Ogromny huk. Zmieniając obiektyw w aparacie zobaczyłam jak podmuch podniósł ważący kilka kilogramów statyw i rzucił go kilka metrów dalej. Po chwili nakryła mnie fala rozbijająca się o brzeg bulwaru. Zrobiłam jeszcze trochę zdjęć na niżej położonej części nabrzeża, przy miejscu gdzie cumują promy kursujące do Szwecji. I stamtąd już uciekłam po tym, jak woda sięgnęła mi nagle powyżej kolan.
Wróciłam do domu przemoczona do suchej nitki i zmęczona. Za to bogatsza o kolejne przeżycia i kilka zdjęć.

Kocham Bałtyk. Chociaż to bardzo trudna miłość. Ale nigdy się jej nie wyrzeknę.



poniedziałek, 12 października 2009

Nowy Port

Nowy Port - jedyna taka dzielnica


Nieustannie cieszy się - obecnie całkowicie niesłuszną - "sławą" jednej z najgorszych gdańskich dzielnic. Wciśnięty w kąt Gdańska, z dala od betonowych blokowisk i nowobogackich osiedli. Przez stulecia nabierający własnego smaku i zapachu portowej enklawy. Z niesamowitymi tajemnicami i historiami, które nie mogłyby zdarzyć się nigdzie indziej. To właśnie Nowy Port.


Gdyby podróżnik cofnął się w czasie kilka wieków i stanął w miejscu dzisiejszej ulicy Kasztanowej, nogi zapadłyby mu się w piasku wydm i miałby zaledwie kilka kroków do morza. Przebijając się wśród wydmowej roślinności, podróżnik dotarłby do zaledwie kilku domków stojących naprzeciwko Wisłoujścia. Nowy Port zawsze żył w cieniu Twierdzy. Przez dziesięciolecia najbardziej charakterystycznym punktem osady był młyn. Stał w kwartale dzisiejszych ulic Władysława IV, na Zaspę, Strajku Dokerów i Mylnej.

Nawiedzające Gdańsk powodzie zmieniały nadmorski teren. Po jednej z nich zostało duże jezioro, nazwane później jeziorem Zaspa. Pośród gęstych szuwarów z jeziora wypływała mała rzeczka – Warzywód - prowadząca wprost do portowego kanału.

Gdy przeminęła już świetność Cesarza, za rozbudowę portowego siedliska zabrał się pruski król Frederyk II. Za jego czasów narodził się Neufahrwasser – Nowy Tor Wodny, w zamierzeniu konkurencyjny port dla Gdańska.

Powstawały nowe ulice, nowe domy i wielkie budynki z czerwonej cegły, tak charakterystyczne dla pruskiego budownictwa. Dzielnica rozwijała się i tętniła życiem. W przeciwieństwie do wybitnie kuracyjnego charakteru Brzeźna z tłumami sezonowych wczasowiczów, Neufahrwasser tętnił portowym życiem. Wśród zaułków ulic, obok rybackich chat i monumentalnych kamienic, lokowały się knajpy, wśród których można było znaleźć wszelkie możliwe uciechy. Nikt już nie pamięta słynnych niegdyś karczm – Wielkiej i Małej "Balastowej", "Gwiazdy", "Łabędzia", "Pod Złotą Kotwicą", "Przy Trzech Lipach", "Pod Lśniącym Antałkiem" czy "Hotelu de la Concordia".

owy Port był bezpośrednim świadkiem początku II wojny, a gdy ta się kończyła w ogniu walk legło ponad 60 proc. budynków. Wielu dawnych mieszkańców postanowiło nie opuszczać jednak swych domów, zasymilowali i zżyli się z nowymi przybyszami. Przetrwał też klimat dzielnicy. Portowe interesy, porachunki, zemsty i ciemne przyjaźnie zawiązywały się w mrocznych zaułkach coraz bardziej niszczejących kamienic.

Nowy Port kochał swoich mieszkańców, a oni wiedzieli, że to ich miejsce.
- W latach sześćdziesiątych kupa chłopaków, nawet nastolatków handlowała walutą – opowiada pan Mirosław, dziś szef wydawnictwa. – Wielu marynarzy, duża konkurencja to i czasami krew się lała. Obcy, którzy chcieli z nami konkurować, nie mieli czego tu szukać.

Komunistyczna władza postanowiła skanalizować nocne życie Nowego Portu i w miejscu, gdzie dziś stoi sklep "Zatoka", powstał prawdziwy kombinat rozrywkowy – "Wiking". "Disco music, striptease show, beautiful girls", reklamował się dwupoziomowy lokal. Na talerzach gości stygły kotlety schabowe, a portowe dziewczyny wabiły marynarzy w ciemne ulice i do stęchłych mieszkań w gasnących kamienicach. Wśród nich prym wiodła słynna Irena, nazywana "królową portu".

Na "patelni", placu obok Wikinga, jeszcze w latach osiemdziesiątych można było spotkać równie słynnego "Białego Murzyna", o czerwonej cerze i długich jasnych blond włosach. To on najbardziej wyróżniał się pośród ferajny z dzielnicy. Kto szukał wrażeń naprawdę mocnych, szedł do pijalni piwa "Szkwał". To tam niepisaną zasadą było, że w nieznajomego najpierw rzucało się kuflem, a potem musiał postawić parę kolejek.

- Już pod koniec lat 80. stereotyp bandyckiego Nowego Portu powoli zaczął się kruszyć – opowiada emerytowany policjant pracujący wiele lat w Nowym Porcie. – Wymierali starzy złodzieje i cinkciarze. Włamań i pobić było tyle, co wszędzie. Może więcej było przestępstw powiedzmy, spektakularnych. A to pewnej nocy zniknął cały kiosk ruchu, a to po dachu supersamu grasował podpalacz, który chciał puścić cały sklep z dymem.

Nowy Port inspirował nie tylko amatorów mocnego życia. Popadające w ruinę resztki dostojnych niegdyś kamienic, brukowane kocimi łbami uliczki, krzywe latarnie i twardzi ludzie z niepisanymi zasadami, inspirowały pisarzy. "Mewy" Stanisława Goszczurnego czy "Szczur" Andrzeja Zaniewskiego, niegdyś mieszkańca dzielnicy, doskonale opisują jedyny w swoim rodzaju portowy nastrój i folklor.

Końcówka lat 70. przyniosła Nowemu Portowi nowe bloki, w tym słynny falowiec przy ul. Wyzwolenia, który idealnie zepsuł widok na Gdańsk z Westerplatte. Jezioro Zaspa zasypały odpady z elektrociepłowni EC, które przy każdym większym wietrze pokrywały czarnym pyłem budynki i mieszkańców dzielnicy. Tuż obok nowych bloków jeździły pociągi towarowe po torach pamiętających jeszcze przedwojenne czasy. Nikt nie pamiętał za to o remontach i rozwoju infrastruktury dzielnicy.

Mieszkańcy wciąż lubili jednak swoją enklawę. Pasjonaci historii zaczęli na nowo odkrywać coraz to nowsze sekrety z bliższej i dalszej historii dzielnicy. Stary browar i dom Richarda Fischera, unikatową rzeźbę ryby na gzymsie kamienicy przy ul. Rybołowców, latarnię morską, która zyskała prywatnego właściciela, zajezdnię tramwajową, nieistniejący już cmentarz, ślady po dawnych pomnikach, łaźnię czy modernistyczno-socrealistyczny Dom Kultury. Każde z tych miejsc czy rzeczy przez lata w milczeniu świadczyło bogatej historii, wpisującej się dzieje Gdańska. Historii, którą wciąż można było dotknąć, zobaczyć, która nie zginęła.

Miłośnicy Nowego Portu na nowo odkryli jego drugie oblicze, znacznie bogatsze i prawdziwsze od ciemnych stereotypów. Do Portu powoli zaczynało też wkraczać nowe życie. Zniknął pociąg towarowy i przestało dymić jezioro-wysypisko. Pojawiły się pierwsze nieśmiałe programy naprawcze, dzielnica otworzyła się na Gdańsk. Doczekała się nawet apartamentowca. Dziś z Nowego Portu widać dźwigi budującej się Baltic Areny. Czy wraz z prestiżową inwestycją i mającą w związku z tym nastąpić rewitalizacją, znikną resztki specyficznego klimatu, którego nie poczuje nikt, kto nie potrafił na dłużej zapuścić korzeni w tym jedynym takim miejscu Gdańska?

Marek Gotard - Trójmiasto.pl

niedziela, 11 października 2009

Otto Kloeppel "Die baüerliche Haus-, Hof-, und Siedlungsanlage im Weichßel - Nogat Delta"



Wręcz kultowa pozycja dla miłośników Żuław i wyjątkowego budownictwa. Egzemplarz niestety niekompletny i trochę poniszczony, ale zawartość i tak fantastyczna.

Tutaj po kliknięciu można pobrać PDF : O. Kloeppel - "Die baüerliche Haus-, Hof-, und Siedlungsanlage im Weichßel - Nogat Delta"

Podziękowania dla Rolanda, za użyczenie broszury do poskanowania.

czwartek, 24 września 2009

Villa ul. Olszyńska 5, Gdańsk - Olszynka . Pisze Gazeta Wyborcza

O naszym odkryciu przy ul. Olszyńskiej 5 napisała Gazeta Wyborcza, która jest partnerem akcji Fasada Foto Projekt i Fasada Foto Projekt 2.0

Gdańsk: Prawdziwa perełka architektury

Ulica Olszyńska. W starym, nieco zaniedbanym ogrodzie jaśnieje niedawno wyremontowana 100-letnia willa. Mieszkańcy odnowili ją zachowując oryginalne podziały okien i elegancką barwę tynku

- Jeszcze do niedawna dom wyglądał jak z horroru. Zwłaszcza w zimniejszych porach roku, kiedy gałęzie drzew są bezlistne, a elewacje - pozbawione w większości szarych tynków - straszyły wystającymi zębami cegieł - wspomina Izabela Sitz-Abramowicz, fotografka i pasjonatka miasta z Wolnego Forum Gdańsk. - Kilka dni temu przeżyłam szok: zamiast ruiny - pięknie wyremontowany dworek. To perełka naszego Fasada Foto Projekt 2.0.

Fasada Foto Projekt działa od wiosny. Przez kilka miesięcy jego pomysłodawcy - Iza i Tomasz Strug - fotografowali chaotycznie odnowione elewacje trójmiejskich budynków: jaskrawe tynki, plastikowe okna nijak mające się do oryginałów - rażące przykłady tego jak nie należy remontować. Zdjęcia zamieszczali na swoim forum, fotografie przysyłali też forowicze.

Niedawno ruszyła druga odsłona projektu - tym razem Iza i Tomek szukają mądrze odnowionych domów. Willa przy ul. Olszyńskiej to pierwszy taki pozytywny przykład.

- Przed wojną mieszkał tu niemiecki właściciel pobliskiego tartaku, sąsiednie domki zamieszkiwali jego pracownicy - opowiada pan Lucjan Knitter, emerytowany prawnik, najdłużej mieszkający w olszyńskiej willi. - Na parterze były pokoje dla służby i wielka kuchnia, w piwnicy kotłownia, WC, wszystkie instalacje. Do dziś zachowały się zdobione drewniane stropy w mieszkaniach i zabytkowe drzwi z pięknie kutą klamką. Przez 50 lat dom niszczał. Kiedy powstała wspólnota mieszkaniowa, zrobiliśmy remont dachu, w tym roku zaś elewacje.

Choć na razie tutejsza wspólnota (cztery rodziny emerytów) ze względu na koszty odrestaurowała tylko fasadę południową i zachodnią - efekt i tak robi wrażenie. - Renowację przeprowadzono z głową i pod nadzorem konserwatorskim. Nie obłożono budynku styropianem, nie pomalowano na papuzie kolory. Zadbano o zachowanie charakteru willi, o detale - komentuje Tomasz Strug. - Dbałość o detal jest tak wielka, że nad wejściem zawisła oryginalna, znaleziona na strychu latarenka.

- Koszty są ogromne, a wciąż czeka nas remont pozostałych elewacji i piwnic. Miasto powinno też zrobić tu kanalizację, bo wciąż mamy tylko szambo - wzdycha pan Lucjan. - Dom jest piękny, ale pod względem finansowym to studnia bez dna.

- Jeśli willa jest ciekawa pod względem architektonicznym, albo mieszkał w niej ktoś sławny, wspólnota może starać się o wpis budynku do rejestru zabytków. Należy w naszym urzędzie złożyć wniosek, opisać i udokumentować historię domu, wskazać na jego szczególne walory - mówi Marian Kwapiński, wojewódzki konserwator zabytków. - Procedura trwa około trzech miesięcy, ale warto poczekać. Właściciele budynku uznanego za zabytek mogą starać się o dotacje na remonty - z Urzędu Miasta i z Ministerstwa Kultury.

Aleksandra Kozłowska - Gazeta Wyborcza

Dyskusja: Wolne Forum Gdańsk

poniedziałek, 21 września 2009

Villa ul. Olszyńska 5, Gdańsk - Olszynka . Fasada Foto Projekt 2.0



Gdańska Olszynka nie kojarzy się większości ludzi z niczym ciekawym, ani dobrym. Hasło Olszynka ma wręcz wydźwięk pejoratywny podobnie jak Orunia, Dolne Miasto czy Nowy Port. Działki, podmokły teren, szuwary, komary, nieciekawe budownictwo i mieszkańcy. Jednym słowem dzielnica, gdzie diabeł mówi dobranoc. Oczywiście jest to obiegowa opinia osób, które tego terenu i ludzi tam mieszkających nie znają.

Na Olszynce znaleźliśmy prawdziwą perełkę, która będzie ozdobą Fasada Foto Projekt 2.0. Przy ul. Olszyńskiej 5 stoi okazała villa wybudowana w pierwszej dekadzie XX w. Mało kto ją dostrzega, przejeżdżając tamtędy. Jest odsunięta od ulicy, osłonięta gałęziami drzew starego ogrodu. Villa jest jednopiętrowa, w manierze klasycystycznej, nawiązującej do architektury dworów. Fasady południowa(od strony ulicy) i północna są zwieńczone tympanonami. Wschodnia i zachodnia są proste z dachem naczółkowym (zwanym polskim). Skromne i wyważone detale zdobnicze wzorowane na żłobkowaniu kolumn greckich. Wejście do budynku znajduje się od strony zachodniej, prowadzą do niego dwubiegowe schody z ładną, kutą barierką. Drzwi wejściowe są przepiękne. Eklektyczne, nawiązujące w dużej mierze do wzorców renesansowych, z zachowaną oryginalną klamką.

Na czym polega wyjątkowość tej villi? Pamiętam ten budynek od kilkunastu lat. Jego fasady, zarośnięty, stary ogród sprawiały wrażenie domu z horroru. Zwłaszcza w zimniejszych porach roku, kiedy gałęzie starych drzew są bezlistne i było doskonale widać za nimi elewacje pozbawione w większości szarych tynków, straszące wystającymi zębami cegieł. W zeszłym tygodniu wracając z dokumentowania Dworu Olszyńskiego stojącego ( a raczej rozsypującego się) kilkaset metrów dalej, mignęło mi coś za oknem samochodu niepasującego do tego miejsca. Wyremontowana fasada tej villi.

Wchodząc na teren posesji miałam szczerze mówiąc serce na ramieniu. Obawiałam się, że spod ziemi wyrośnie ochroniarz z psem i eufemistycznie mówiąc każe się oddalić z terenu prywatnego. Obawy okazały się kompletnie bezpodstawne. W ogrodzie poznaliśmy jedną z mieszkanek villi. Bardzo życzliwa i miła Pani opowiedziała nam o domu, jego historii, mieszkańcach, remoncie i oprowadziła nas po obejściu.

Villa była przez dziesiątki lat masą komunalną. Nikt o nią nie dbał, nie remontował i dlatego stopniowo popadał w ruinę strasząc wyglądem. Kilka lat temu mieszkańcy wykupili mieszkania i przekształcili ją we wspólnotę mieszkaniową. W domu mieszkają cztery rodziny. Rodziny złożone z emerytów i rencistów. Między innymi jedną z rodzin stanowi Pani, którą poznaliśmy, wraz ze swoją mamą (osoba licząca ponad sto lat). Mieszkańcy sami zaczęli gromadzić pieniądze na remont domu, który systematycznie w miarę możliwości przeprowadzają. Do dnia dzisiejszego udało im się odrestaurować fasady południową i zachodnią, które były w najgorszym stanie. Dwie pozostałe czekają na remont. Dzięki temu, że villa nie jest jeszcze odnowiona w całości można zobaczyć, jaki ogrom pracy i pieniędzy został włożony w renowację. Renowację przeprowadzoną z głową i pod nadzorem konserwatorskim. Nie obłożono budynku styropianem, nie pomalowano na papuzie kolory. Zadbano o zachowanie charakteru villi, o detale. Dbałość o detal jest tak wielka, że nad wejściem zawisła odrestaurowana latarenka. Znaleziona przez Panią, którą poznaliśmy, na strychu villi.

Fantastyczny przykład dobrej roboty. Chcieć, to móc. Wielki szacunek i podziw należy się ludziom mieszkającym przy Olszyńskiej 5. Mamy nadzieję, że świecąc tak pozytywnym przykładem zachęcą innych mieszkańców starych domów do działania w dobrym kierunku.

Z ciekawostek:


Dąb rosnący niedaleko wejścia do villi, posadzony prawdopodobnie przez pierwszych właścicieli domu.

Przedwojenny, drewniany maszt flagowy stojący w ogrodzie od strony ulicy.

Więcej zdjęć i dyskusja na Wolne Forum Gdańsk

czwartek, 10 września 2009

Fasada Foto Projekt v. 2.0

Nie chcemy jedynie wytykać błędów i nieprawidłowości. Są w naszym otoczeniu przykłady tzw. dobrej roboty. Pozytywne przykłady należy pokazywać, chwalić i stawiać za wzór. Mamy nadzieję, że dzięki temu osoby biorące się za remonty swoich domów postarają się żeby było u nich równie ładnie. Taki jest cel Fasada Foto Projekt 2.0


Gdańsk: Budynki, którymi możemy się chwalić


Fot. Damian Kramski/AG

Jak odnowić elewację zabytkowego budynku, by nie zniszczyć jego duszy? Nieudanych prób nie brakuje. Ale nie cały Gdańsk jest estetyczną katastrofą, pokażmy jego piękniejszą twarz

Przykłady mądrze odnowionych budynków wyszukują Izabela Sitz-Abramowicz i Tomasz Strug, założyciele Wolnego Forum Gdańsk i pomysłodawcy akcji Fasada Foto projekt.

- Nie chcemy tylko piętnować - mówi Iza. - Do tej pory, od wiosny tego roku, szukaliśmy brzydkich, jaskrawo pomalowanych elewacji "ozdobionych" byle jak wymienionymi oknami, z których każde było inne. Zdjęcia takich domów, wraz z komentarzem i opisem "wrzucaliśmy" na nasze forum. Swoje fotografie regularnie przysyłali też nasi forumowicze. Chcieliśmy w ten sposób obudzić mieszkańców Gdańska, przekonać, by nie niszczyli zabytków. Bo wiele osób niszczy je... w dobrej wierze - przeprowadza remont domu, nie mając pojęcia o jego historycznej wartości. Część właścicieli uważa też, że "moje" to tylko własne mieszkanie, a to co na zewnątrz już się nie liczy. Teraz, aby pokazać, że można inaczej, szukamy fasad wyremontowanych ładnie, z głową, zgodnie z przepisami konserwatorskimi. Bo takie też w Trójmieście się zdarzają.

Przykłady pięknie wyremontowanych kamienic, wraz z opisami, znajdą się na stronie Wolnego Forum Gdańsk (www.wolneforumgdansk.pl). oraz na www.trojmiasto.gazeta.pl . Zdjęcia będziemy też publikować w „Gazecie” .

- Chcemy docenić ludzi, którzy mądrze przeprowadzili remont, zachowali przy tym podziały okien i historycznie uzasadniony kolor elewacji - dodaje Tomek. - Bo, niestety, wciąż złym standardem jest istny "festiwal okien" - na jednej ścianie obok siebie stare okna drewniane z tradycyjnymi szprosami [listwami dzielącymi szybę na mniejsze części] i nowe plastiki, a do tego koszmarne, bijące po oczach kolory tynku, kompletnie nie pasujące do sąsiednich budynków.

W lipcu tego roku autorzy Fasada Foto Projekt przekazali Januszowi Tarnackiemu, miejskiemu konserwatorowi zabytków 176 wybranych zdjęć najbrzydszych budynków wraz z ich opisami. - Dobrze, że są osoby zaangażowane obywatelsko, które zgłaszają tego typu nieprawidłowości - komentuje konserwator. - Musimy jednak najpierw wszystko posprawdzać - w przypadku tego typu samowoli możemy interweniować wtedy, gdy budynek jest zabytkiem. Przekazujemy wtedy sprawę powiatowemu inspektorowi nadzoru budowlanego i on decyduje, czy mieszkańcy muszą przywrócić wygląd domu do stanu pierwotnego, ewentualnie poprawić kolor elewacji. Na pozostałe budynki nie mamy jednak wpływu. Wymiana okien czy zmiana koloru elewacji w domu objętym ochroną konserwatora to samowola karana grzywną. Konserwator zgłasza problem do Inspektoratu Nadzoru Budowlanego, a ten ma prawo sprawcę ukarać mandatem - od 500 zł wzwyż. - Nie chodzi nam o wymierzanie kar, ale przede wszystkim o edukację - dodaje Sitz-Abramowicz. - Stąd też pomysł na zdjęcia ładnie wyremontowanych fasad. Pokażmy, że Gdańsk to nie jedna wielka katastrofa estetyczna.

- Pozytywnym przykładem dla nas może być np. Wejherowo. Niedawno byliśmy tam w ramach letnich wycieczek i z zaskoczeniem zauważyliśmy, że domy w centrum miasta, przy głównej ul. Sobieskiego są starannie, mądrze odnowione. Okna nowe, plastikowe, ale wszystkie takie same, z zachowanymi podziałami. Dzięki temu etetyka budynku nie została zaburzona - dodaje Strug.

Aleksandra Kozłowska - Gazeta Wyborcza


Zapraszam serdecznie do dyskusji o Fasada Foto Projekt 2.0 na Wolne Forum Gdańsk

Fontanna Czterech Kwartałów - Gdańsk


Fot. Dariusz Boczek

Kilka lat temu władze spółki Saur Neptun Gdańsk, zaopatrującej w wodę Miasto powzięły pomysł budowy Fontanny Czterech Kwartałów *. Fontanny - prezentu dla Miasta. Budowę, nie odtworzenie, bo po oryginalnej fontannie nie pozostał żaden obraz mogący posłużyć za wskazówkę do rekonstrukcji. Sprawa budowy odwlekła się o prawie dekadę. Rozpisano w końcu konkurs, w którym zwyciężył projekt absolwentek gdańskiej ASP - Ewy Koprowskiej-Szulc i Lucyny Kujawa.

Sam zwycięski projekt wzbudził we mnie mieszane uczucia i niesmak. Kaplica Królewska przy Bazylice Mariackiej wg mnie zasługuje na nieco zacniejsze towarzystwo, niż podświetlane szklane płyty i polegujące 4 lwy wokół. W ten sposób podświetlana podłoga kojarzy mi się z klubami disco. (A szklaną, podświetlaną podłogę można w zabytku zaaranżować fantastycznie - polecam winiarnię na Zamku Średnim w Malborku. Otwarcie planowane w 2010 r.) .

Szkoda, że nie potrafiono wyłonić z konkursu projektu bardziej pasującego do tej części Miasta. Części, która jest rewitalizowana i ma wrócić w świadomości jako ścisłe centrum Głównego Miasta. Nie optuję za stawianiem budowli udających zabytki. Można stworzyć dobry kawałek architektury nowoczesnej wkomponowanej w otoczenie. Nowe i nowoczesne nie równa się gorsze w korespondencji z zabytkiem. Musi być na równym poziomie i tworzyć dialog.

Niestety rzeczywistość okazała się jeszcze gorsza niż projekt. Fontanna Czterech Kwartałów przypomina... łazienkę nowobogackiego. Granitowe płyty, cztery kolorowe szklane tafle przypominające luksfery modne dekadę wstecz, metalowe dysze osadzone w czarnym kamieniu i lwy z brązu spatynowane na turkusowy kolor. Brakuje tylko kryształowych kinkietów. Biorąc pod uwagę tzw. gust narodowy, to wodotrysk pewnie zrobi karierę. Jest kiczem, który z jednej strony aspiruje do rangi sztuki nowoczesnej, a z drugiej chce metaforycznie pozwalać odbiorcom na przyjemność słuchania piosenek, które wszyscy znamy.

Natomiast "łazienka" Saur Neptun Gdańsk nazwana Fontanną Czterech Kwartałów nie stworzy dialogu ani z zabytkami, ani z ludźmi wyedukowanymi wizualnie.


*Fontanna, a raczej studnia stała na styku czterech kwartałów Gdańska. Każda z jej stron była opatrzona wizerunkami symbolizującymi poszczególne kwartały - Kogi, Św. Ducha, Szeroki i Wysoki. Została rozebrana w II poł. XIX w.

Koszty inwestycji pokryły władze Miasta Gdańska wraz z Saur Neptun Gdańsk i Galerią Bałtycką.


Fot. Dariusz Boczek. Collage Tomasz Strug

Dyskusja na ten temat - Wolne Forum Gdańsk

Fotoserwis - Fotoreportaż DarioB

Artykuł i opinie na trojmiasto.pl

piątek, 4 września 2009

Refleksja nad obchodami 70 rocznicy wybuchu II Wojny Światowej

Byłam od 4:30 1 września na Nabrzeżu Oliwskim w Nowym Porcie, w Gdańsku. Oglądałam obchody 70-tej rocznicy wybuchu II Wojny Światowej. Było uroczyście, godnie i wzruszająco.


Niestety to, co później usłyszałam, przeczytałam w mediach, i po wielu rozmowach z przyjaciółmi zrodziło gorycz i kilka refleksji:

1. Z obchodów 70 -tej rocznicy wybuchu II Wojny Światowej zrobiono Święto Premiera Rosji Władimira Putina.

Putin powie, Putin nie powie, przyjdzie, nie przyjdzie, wyjdzie, pojedzie, poleci. Putin w radiu, w tv i w lodówce. Co to ma za znaczenie co powiedział, czy czego nie powiedział? To tylko słowa, które nie zmienią ani bieżących stosunków dyplomatycznych, ani nie odmienią historii.
Szkoda, że obchody zamieniono w "putiniade".

2. Język mediów

Przysłowiowy nóż mi się w kieszeni otwierał, jak czytałam i słuchałam o "świętowaniu" rocznicy wybuchu II WŚ.
Niestety semantyka zaczyna być wiedzą tajemną dla ludzi mediów.

3. Spot promujący Miasto Gdańsk:

Zaczęło się w Gdańsku

Nie ma to jak chwalić się tym, że w Gdańsku rozpoczęła się najtragiczniejsza z wojen w dziejach ludzkości.

wtorek, 18 sierpnia 2009

Jelczem "ogórkiem" po dawnych terenach stoczni w Gdańsku

Dzięki Instytutowi Sztuki Wyspa / Fundacji Wyspa Progress i partnerom mamy okazję skorzystać z ciekawej oferty turystycznej i kulturalnej na schyłku tegorocznych wakacji . Przez ostatnie dwa tygodnie sierpnia będzie można zwiedzać tereny dawnej Stoczni Gdańskiej nietypowym pojazdem - autobusem marki Jelcz, zwanym "ogórkiem". Mamy też okazję spotkać się ze sztuką współczesną w siedzibie Instytutu Sztuki Wyspa. Ideą, która przyświeca organizatorom jest chęć pokazania zmieniającego się miejsca, ugruntowania go w pamięci jako miejsca - symbolu drogi do wolności, przywołania do głosu zarówno świadków tamtych wydarzeń jak i artystów.

Jelcz - "ogórek" pod Instytutem Sztuki Wyspa

Najciekawszą atrakcją będzie Subiektywna Linia Autobusowa 2009. Nietypowy środek transportu, to odrestaurowany autobus Jelcz, popularnie nazywany "Ogórkiem", należący od kilku miesięcy do miasta Gdańska. Trasa "Ogórka" będzie miała kilka stałych, oznakowanych przystanków. Zobaczymy min. warsztat Lecha Wałęsy i miejsce w którym przeskoczył mur, bramy stoczniowe, słynną salę BHP. Osoby, które opowiedzą o odwiedzanych miejscach to dwoje zawodowych przewodników Małgorzata Mazur i Jarosław Żurawiński oraz Paweł Zieńczuk - długoletni pracownik stoczni, uczestnik strajków, więzień polityczny.

Subiektywna linia autobusowa może się okazać sporą atrakcją. Zwłaszcza dla turystów, którzy Gdańska i najnowszej historii tak dobrze jak mieszkańcy i pasjonaci nie znają. Ale i gdańszczanie nie związani nigdy z przemysłem stoczniowym mogą przeżyć niezłą przygodę. Zwiedzanie stoczni Jelczem - "ogórkiem" zapowiada się tym bardziej ciekawie, jako że autorzy akcji i przewodnicy deklarują możliwość wybierania i modyfikacji trasy wspólnie ze zwiedzającymi. Zobaczenie na własne oczy jak wyglądają stare budynki pamiętające czasy Stoczni Cesarskiej (Kaiserlische Werf) i Stoczni Schichaua (Schichau Werf), dok, pochylnia, budowa statku mogą być wyjątkowym przeżyciem. Równie interesujące jak opowieści o wydarzeniach i osobach związanych z tym miejscem, dzięki którym żyjemy w wolnej Polsce.
"Ogórek" będzie jeździł pomiędzy 18 a 31 sierpnia. Wyrusza codziennie zza historycznej bramy nr 2 dawnej Stoczni Gdańskiej. Kursuje trzy razy dziennie - o 12:00, 14:00 i16:00. Wycieczka trwa ok. godziny czasu. Bilet - cegiełka kosztuje 8 złotych. Pieniądze uzyskane z biletów zasilą konto Fundacji Wyspa Progress.

W siedzibie Instytutu Sztuki Wyspa pomiędzy 18 sierpnia a 20 września zagości wystawa pt. "20 mgnień wolności". Prace wykonane w wielu technikach wystawiają min. Mirosław Bałka, Anna Baumgart, Grzegorz Klaman, Grupa Twożywo.
"Obrazy, instalacje, prace video, obiekty w zróżnicowany sposób powiązane tematycznie z refleksją nad demokracją, wolnością słowa, przestrzenią publiczną, rynkiem i religią w kilku przebłyskach naświetlą polski krajobraz." - piszą realizatorzy wystawy w folderze.
Wystawa jest czynna codziennie w godzinach 12:00 - 18:00.

Drugim projektem artystycznym są warsztaty. Odbędą się w siedzibie Instytutu Sztuki Wyspa w dniach 18 - 22 sierpnia. Pracować będzie kilkunastu artystów z kilku europejskich krajów . Warsztatom przyświeca idea ukazania problemu wolności: " Instytut jest ulokowany na dawnych terenach Stoczni Gdańskiej - w miejscu, które stało się symbolem końca reżimu komunistycznego w Europie Wschodniej. Na ten rok przypadła 20-ta rocznica walki o wolność we wschodnich krajach. To właśnie wolność jest dla nas najważniejsza i może przybierać wiele różnych form. Naszym celem jest pokazanie publiczności jak istotne jest próbowanie i poszukiwanie wolności w życiu codziennym."
Uczestnicy warsztatów zaprezentują swoje prace publiczności 22 sierpnia.

Szkoda tylko, że cała inicjatywa zaistniała u schyłku sezonu turystycznego, a nie na jego początku. Ale i tak należy się pochwała organizatorom za ciekawą inicjatywę. Dzięki niej wiele osób będzie mogło dosłownie i metaforycznie dotknąć miejsc, które zmieniły historię.

Dodaję kilka zdjęć z dzisiejszego dnia:


Początek wycieczki



Paweł Zieńczuk prezentuje dziennikarzom archiwalne zdjęcia



Dok stoczniowy


Zdjęcia pochodzą z inauguracyjnego przejazdu "ogórka" po terenie stoczniowym, który odbył się w południe, 18 VIII. W kursie i zwiedzaniu uczestniczył szef Instytutu Sztuki Wyspa i artysta - Grzegorz Klaman, przewodnicy i prezydent miasta Gdańska - Paweł Adamowicz.

piątek, 14 sierpnia 2009

Kładka na Ołowiankę - kolejny absurd w Gdańsku

Od kilku lat przewija się przez wszelakie media problem połączenia Głównego Miasta z wyspą Ołowianka nad wodami Motławy. Problem podnosi dyrektor Państwowej Filharmonii Bałtyckiej p. Roman Perucki. Filharmonia mieści się na Ołowiance w dawnych budynkach elektrociepłowni. Optującymi za powstaniem kładki jest szefostwo filharmonii, przyklaskujące pomysłowi władze miasta i pewnie garstka melomanów. Poza tym ze wsząd odzywają się głosy sprzeciwu, czasami bardzo dosadne. Argumenty osób i środowisk protestujących przeciwko budowie przejścia nad rzeką są różnorakie - od ekonomii poczynając na sentymencie do widoku kończąc.

Ja też od finansów zacznę. Jak powszechnie wiadomo jest kryzys. Poza tym Gdańsk jest w nieciekawej kondycji finansowej ze względu na budowę stadionu. Cięcia budżetowe dotykają wszystkie sfery życia w mieście. A rzeczona kładka ma kosztować kilkanaście milionów złotych, na które część pieniędzy wyłoży miasto. Resztę Elektrociepłownia gdańska. Miasto, czyli my - jego mieszkańcy, i usługobiorcy EC - czyli również my. Jak słusznie piszą internauci i media, w kontekście dróg nad wodą, brak jest pieniędzy na porządny most łączący ląd z Wyspą Sobieszewską. Obecny to wręcz już antyczna konstrukcja pontonowa w fatalnej kondycji. W momencie jego rozłączania, bądź awarii trzeba nadłożyć min. 40 min by się dostać lub wydostać z wyspy przez most w Przegalinie. Tu proponuję pomyśleć o służbach ratowniczych i ludziach z zagrożeniem zdrowia i życia, a nie o melomanach idących skrótem nad Motławą na koncert.

Kolejne argumenty przeciwko kładce wysuwają środowiska żeglarskie. Motława ze względu na niewielką głębokość w tym rejonie, dawnym sercu gdańskiego portu, nie może przyjmować jednostek o dużym zanurzeniu. Min. dlatego potężne żaglowce, które cieszą oczy wszystkich oglądamy albo na Westerplatte, albo w Gdyni. Ale mniejsze, równie piękne statki i jachty zawijają na marinę przy ul. Szafarnia i na Długie Pobrzeże. Jeżeli zostanie wybudowana kładka, jednostki z masztami wyższymi niż 3 metry już nie będą miały możliwości swobodnie wpłynąć do serca Gdańska. Prześwit ma mieć tylko 3,5 m. Jednostki wyższe będą musiały czekać na otwarcie kładki, co w sezonie turystycznym wydaje się rzeczą wręcz absurdalną. Jeżeli postawi się na pieszych, a przecież dla nich ma powstać ta budowla, to pozostanie oglądanie nowoczesnych łodzi ze składanymi masztami i motorówek. Oczywiście tych mniejszych, bo duży oceaniczny jacht motorowy też się nie przeciśnie pod kładką.

Dyrektor filharmonii twierdzi, że bez kładki żyć się nie da. Ja postawię proste pytanie: Ile osób rocznie bywa w filharmonii na Ołowiance? To chyba żadna tajemnica firmy ile sprzedała biletów. Chodząc w rejonach Ołowianki nigdy nie zauważyłam też tłumów melomanów domagających się skrótu przez Motławę.

Pozostaje jeszcze kwestia panoramy Gdańska w tym miejscu. Widok, który jest wręcz ikoną znaną od setek lat z obrazów, rycin, zdjęć zostanie zaburzony i zniszczony. Utracenie go na rzecz zaspokojenia megalomanii dyrektora filharmonii wydaje się niedorzeczne.

Polecam doskonały artykuł prof. Andrzeja Januszajtisa opublikowany w Gazecie Wyborczej. Profesor Januszajtis świetnie wylicza rachunek alternatywnych rozwiązań połączenia z Ołowianką. Ponadto przypomina o dawnych deklaracjach władz Gdańska tyczących się mostów. Oczywiście pisze o historii. I pięknie podsumowuje całą sprawę. Kładka - a gdzie rachunek ekonomiczny?

O kładce pisze również bardzo dosadnie Aleksander Masłowski (twórca Akademii Rzygaczy, przewodnik po Gdańsku) na portalu MM Trójmiasto. Kładka na Ołowiankę i inne wizje

Zapraszam do dyskusji na ten temat na Wolne Forum Gdańsk

niedziela, 9 sierpnia 2009

Jarmark Dominikański - Jarmark św. Dominika, Gdańsk


Skalpy pod Katownią

Jarmark Dominikański odbywający się corocznie na przełomie wakacyjnych miesięcy lipca i sierpnia, jest jedną z najlepiej rozpoznawalnych tego typu imprez w Polsce. Wedle opinii moich znajomych rozsianych po całej Polsce i świecie, jest skojarzeniowo równany jako leitmotiv z krakowskim Lajkonikiem, zakopiańskimi Krupówkami z nieśmiertelnymi misiami i owczarkami podhalańskimi, poznańskimi rogalami św. Marcina, atmosferą Kazimierza Dolnego nad Wisłą i piernikami z Torunia. Jednym słowem, gdański Jarmark Dominikański jest swojego rodzaju ikoną w świadomości mas ludzi.

Jak wygląda ikona A.D. 2009? Wcale nie blado. Wręcz odwrotnie - jest feerią barw. Można przebierać w kolorach wszelkiego rodzaju plastiku, tandety i chłamu do woli. Pod Katownią wiszą peruki we wszystkich kolorach tęczy. Na ul. Długiej znajdziemy prawdziwy arsenał - od kusz po czołgi. Za to pod prawdziwym Arsenałem Miejskim (czyli Wielką Zbrojownią, która jest siedzibą Akademii Sztuk Pięknych) trwa szatkowanie kapusty i marchwi oraz handel tzw. dziełami sztuki. Żeby nie było zbyt bojowo można się zaopatrzyć w przytulaśną podusię z wizerunkiem foki, bądź tańczący kwiat i pójść dalej.

Na ul. Mariackiej cisza i spokój, można swobodnie przejść dosyć energicznym krokiem całą ulicę. Wystawiają się w zasadzie tylko bursztynnicy. Nie ma na przedprożach artystycznych szkieł i ceramiki, którym od dziecka potrafiłam się przyglądać godzinami.

Z Mariackiej już tylko kawałeczek do rejonu, który w trakcie Jarmarku stawał się "Perskim Targiem". Miejsca, gdzie gromadzili się kolekcjonerzy, zbieracze, antykwariusze, pasjonaci i oglądacze. Od kilku lat, ten aspekt imprezy przechodzi kryzys. Ten rok jest chyba gwoździem do trumny. Handlarzy jak na lekarstwo. Pozostały "antyki" rodem z Azji, albo pojedyncze stoiska i autentyczne przedmioty oferowane za astronomiczne kwoty.

Nikomu nie bronię kupowania bohomazów, magicznych ściereczek, czarodziejskich szatkownic, plastikowych wiatraczków, pseudo peruk i gadżetów z muszelek importowanych z bardzo daleka. Tylko gdańskie Główne Miasto w moim mniemaniu nie jest miejscem na tego typu asortyment. Miasto, które aspiruje do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury marnie się prezentuje ze stoiskami oferującymi tego typu towary w "strefie prestiżu". Identyczny towar można znaleźć np. przy wejściu na plażę w Dębkach. Tyle, że wioska Dębki nie jest miastem z tysiącletnią historią i ambicjami. W nadmorskich wioskach ożywających tylko na czas sezonu handel dmuchanymi cudakami, plastikowymi halabardami i innego rodzaju dobrami doczesnymi marnej jakości mniej razi.

Szkoda że władze miasta nie potrafią usankcjonować zakresu asortymentu i sposobu jego podania chociaż w najważniejszych punktach. Jak wytłumaczyć gościom z innych rejonów świata obecność straganów z tymi cudami w sąsiedztwie znamienitych budowli wymienianych w renomowanych przewodnikach?

Jak dobrze, że jeszcze można po obejściu jarmarku udać się na kultowe lody "Miś"...Chociaż one nie są chińskie i plastikowe. I smakują tak jak "dawno, dawno temu".

Historia samego jarmarku sięga setki lat wstecz.Został ustanowiony bullą papieską, przez Aleksandra IV w 1260r. Był organizowany przy okazji odpustu, którego użyczał pobożnym mieszczanom i przyjezdnym św. Dominik. Jarmark był imprezą handlowo - kulturalną w trakcie której można było nabyć towary najwyższej jakości zwożone ze wszystkich zakątków świata i zobaczyć występy sławnych artystów.


Arsenał na ul. Długiej


Szatkowanie kapusty pod Arsenałem Miejskim (Wielką Zbrojownią)


Przytulanki, ul. Długa


"Dzieła sztuki" pod Wielką Zbrojownią - siedzibą Akademii Sztuk Pięknych

O Jarmarku Dominikańskim na Wolne Forum Gdańsk

niedziela, 2 sierpnia 2009

Fasada Foto Projekt - pisze Fakt Trójmiasto


Czyli jak zostaliśmy ideowymi idiotami:

(...)Ale dwóch ideowych idiotów postanowiło wypowiedzieć wojnę tej samowolce. Jeździli po Gdańsku fotografując poprawki, które ich zdaniem szpecą architekturę. Potem z plikiem 200 zdjęć złożyli donos do miejskiego konserwatora zabytków (...)

Źródło - Fakt 31 VII 2009, dodatek Trójmiasto Polecam całość, chociaż wersja elektroniczna i tak nie odda wyjątkowego klimatu płachty celulozy opatrzonego winietą na "F".

Na deser kolejne dwa kwiatki:


Gdańsk Oliwa ul. Tatrzańska 5a fot. T. Strug


Gdańsk Wrzeszcz, ul. Jesionowa 12 fot. T. Strug

Jak zwykle zapraszam do dyskusji na Wolne Forum Gdańsk

środa, 29 lipca 2009

Fasada Foto Projekt - następny artykuł

Tropiciele fasadowych koszmarów

I ty możesz mieć wpływ na to, jak wygląda Gdańsk. Obywatelska akcja dwojga pasjonatów fotografujących najbardziej rażące fasady naszych budynków znalazła finał u miejskiego konserwatora zabytków.

Jaskrawe kolory elewacji, ocieplona i wyremontowana połowa budynku podczas gdy druga pozostaje odrapana. Albo "festiwal okien" - na jednej ścianie obok siebie stare okna drewniane z tradycyjnymi szprosami (listwami dzielącymi szybę na mniejsze części) i nowe plastiki. Fasadowe koszmary od kilku miesięcy fotografuje dwójka gdańszczan: Izabela Sitz-Abramowicz i Tomasz Strug, założyciele Wolnego Forum Gdańsk. 176 wybranych zdjęć najbrzydszych budynków wraz z ich opisami właśnie przekazali Januszowi Tarnackiemu, miejskiemu konserwatorowi zabytków. Ten zobowiązał się, że wszystkie przypadki sprawdzi.

- Chcemy, żeby konserwator wiedział, że dostrzegamy ten problem, że nie podoba nam się bezmyślne niszczenie tego, co przetrwało wojnę - mówi Sitz-Abramowicz. - Zdjęcia fasad koszmarków razem z komentarzem i opisem zamieszczamy też na naszej stronie, wierząc, że uda nam się zainteresować tym i zaangażować mieszkańców Gdańska. Chcemy ich uwrażliwić na brzydotę tych obiektów i udowodnić, że tak wcale nie musi wyglądać nasze miasto. Wiele osób w dobrej wierze przeprowadza remont domu, nie mając pojęcia o jego historycznej wartości albo kierując się przekonaniem, że "moje" to tylko własne mieszkanie a to co na zewnątrz, już się nie liczy. Jeśli dzięki naszej akcji choćby jedna osoba zastanowi się przy wymianie okien nad tym, jak to wpłynie na estetykę całej kamienicy, będziemy zadowoleni.

Wymiana okien czy zmiana koloru elewacji w domu objętym ochroną konserwatora to samowola karana grzywną. Konserwator zgłasza problem do Inspektoratu Nadzoru Budowlanego, a ten ma prawo sprawcę ukarać mandatem - od 500 zł wzwyż.

- Nie chodzi nam o wymierzanie kar, ale przede wszystkim o edukację - dodaje Sitz-Abramowicz. - Konserwator zapewnił, że przekaże nam również konkretne przykłady pozytywnego podejścia do remontu elewacji, które zamieścimy na naszym forum. Bo są też ludzie, którzy zanim wymienią okna albo pomalują fasadę, konsultują się w tej sprawie z konserwatorem.

Pomysłodawcy akcji twierdzą, że nie są przeciwnikami renowacji starych budynków. Ale walczą o to, żeby wykonywać je z głową, z poszanowaniem wizji architekta, który kiedyś budynek zaprojektował i zadbał też o detale, np. takie jak okna z podziałami.

- A ten szczegół jest przy wymianie na okna z PCV najczęściej pomijany. Tymczasem okna z podziałami nie są wcale dużo droższe, warto chyba dołożyć 200-300 zł, żeby nie zniszczyć estetyki budynku - podpowiada Strug.


Dla Gazety

Janusz Tarnacki, miejski konserwator zabytków w Gdańsku:

Dobrze, że są osoby zaangażowane obywatelsko, które zgłaszają tego typu nieprawidłowości. Wszystko wymaga jednak sprawdzenia - w sprawie samowoli możemy interweniować tylko w przypadku tych budynków, które objęte są ochroną konserwatorską. Przekazujemy wtedy sprawę powiatowemu inspektorowi nadzoru budowlanego i on decyduje, czy mieszkańcy muszą przywrócić wygląd domu do stanu pierwotnego, ewentualnie poprawić kolor elewacji. Na pozostałe budynki nie mamy jednak wpływu.

Aleksandra Kozłowska - Gazeta Wyborcza

wtorek, 28 lipca 2009

Remont kościoła św. Katarzyny w Gdańsku


Kościół pw. św. Katarzyny Aleksandryjskiej


Dzisiaj w południe na dziedzińcu klasztoru oo. karmelitów odbyło się spotkanie z dziennikarzami, na które zaprosili zakonnicy, Muzeum Historii Miasta Gdańska i władze miasta.

Minęły 3 lata od tragicznego pożaru kościoła pw. św. Katarzyny Aleksandryjskiej na Starym Mieście. Do chwili obecnej remont pochłonął ponad 10 milionów złotych i tak naprawdę trudno oszacować ile pieniędzy jeszcze będzie potrzebne na doprowadzenie świątyni do blasku.

Do chwili obecnej wyremontowano, a w zasadzie zrekonstruowano dach, który spłonął w całości. Niejako przy okazji odtworzono sygnaturkę na nim posadowioną. Prace również objęły mocno uszkodzoną wieżę, której przywrócono pierwotne dekoracje oraz zamontowano dwie nowe tarcze zegarowe.

Lista bolączek Katarzyny jest bardzo długa. Zaczynając od zewnątrz, największym ( dosłownie i w przenośni) problemem jest hełm wieży. W trakcie pożaru został kompletnie wypalony. Jak mówi przeor zakonu karmelitów o. Tadeusz Popiela, którzy są gospodarzami świątyni, hełm jest dziurawy jak durszlak i trzyma się na miejscu tylko dzięki opatrzności boskiej. Kolejnymi problemami są sklepienia i tynki wewnątrz kościoła. W trakcie prac ratowniczo - konserwatorskich prowadzonych przez specjalistów z Torunia wykryto wiele błędów wynikających z poprzednich remontów. Przypomnijmy, że obiekt palił się w XX w. dwukrotnie w 1905 r. - od uderzenia pioruna, oraz w roku 1945, z wiadomych przyczyn.

Maciej Szczepkowski z Muzeum Historycznego Miasta Gdańska poinformował, że prawdopodobnie tynki zostaną prawie w całości skute. Kolejną sprawą jest sama konserwacja i leczenie murów. No i oczywiście doprowadzenie do świetności wyposażenia ofiarnie ratowanego podczas pożaru. Trudno powiedzieć kiedy w kościele św. Katarzyny zakończą się prace remontowe i konserwatorskie. Wszystko rozbija się o pieniądze których, pomimo doskonałej współpracy władz miasta Gdańska, MHMG, urzędu konserwatorskiego, zakonników oraz datków prywatnych firm i obywateli, niestety wciąż jest za mało.

Na niezbędny, dalszy remont są potrzebne potężne kwoty, a pieniądze obiecane przez Ministerstwo Sztuki i Dziedzictwa Narodowego do tej pory nie znalazły się w kasie MHMG.
Pomimo ogólnie panującego kryzysu, miasto na ile będzie w stanie, będzie zawsze wspomagało remont kościoła św. Katarzyny, zapewnił prezydent miasta Paweł Adamowicz. Jednak nie będą to sumy pozwalające na priorytetowy w tej chwili remont hełmu wieży kościoła.


Odtworzona sygnaturka na zrekonstruowanym dachu


Nowe tarcze zegarowe


Nawa i wieża w rusztowaniach

Zapraszam do dyskusji na ten temat na Wolne Forum Gdańsk

poniedziałek, 27 lipca 2009

Czakram w kaplicy św. Anny, Malbork


Wnętrze kaplicy św. Anny


Zamek w Malborku jest wyjątkowy, i nikogo chyba przekonywać o tym nie trzeba. Wyjątkowość tego miejsca to nie tylko historia sięgająca XIII w. architektura, wielkość i dzieła sztuki. Na zamku są miejsca szczególne z powodów, których za pomocą szkiełka i oka zrozumieć się nie da.

Takim miejscem jest kaplica św. Anny, kaplica grzebalna Wielkich Mistrzów Zakonu położona pod zamkowym kościołem. Wg znawców innych wymiarów i energii na posadzce kaplicy znajduje się tzw. czakram - miejsce mocy. W Polsce są jeszcze dwa - słynny na Wawelu, i prawie nieznany w Katedrze Oliwskiej w Gdańsku.

Kto chce niech wierzy, kto nie chce niech nie wierzy. Ale jednym i drugim polecam wizytę w tym miejscu, bo nawet jeżeli nie poczujecie jakiegoś zastrzyku energii, dotyku mocy, to na pewno wyjdziecie stamtąd zadowoleni. Piękno i klimat kaplicy powoduje czerpanie radości z doznań wizualnych i ogólne wyciszenie.


Autorka ładująca baterie na czakramie. Fot. T. Strug