czwartek, 29 listopada 2007

Ploty z Sabaothem, czyli dlaczemu psują się auta ;)


Jeżeli jeszcze nie wiecie do czego prowadzi bezbożnictwo i dlaczego niektórym ludziom psują się auta, to zapraszam do poczytania fragmentu naszej dyskusji (zaczęło się od tego, że muszę Sabaothowi oddać oszałamiającą kwotę 6,5 ojro). Między nami satanistami ;D, voila:

Sabaoth 17:53:48
Konto jest na niejakiego X X
Iska 17:54:21
A mogę napisać bezbożny Sabaoth?
Sabaoth 17:54:39
Możesz, jak przyjmą w banku to oczywiście nie ma problema
Sabaoth 17:54:57
I nie tylko bezbożny ale jeszcze pogański i heretycki
Iska 17:55:12
Sam sie prosisz
Sabaoth 17:55:33
Ja wiem, ja nigdy rozgrzeszenia nie dostanę
Iska 17:55:43
Z banku??
Sabaoth 17:55:48
Ale jak nie dostanę to mi zwisa, proste nie?
Iska 17:56:03
A pewnie
Sabaoth 17:56:10
A to w katolandzie już banki rozgrzeszenia dają?
Sabaoth 17:56:36
Myślałem tylko ze przy udzielaniu kredytu wymagają zaświadczenia od proboszcza o dobrym prowadzeniu się
Iska 17:57:45
To już wiem czemu samochód kupiony na kredyt nam sie popsuł...nazwaliśmy go Lucyfer, i nie mieliśmy zaświadczenia od plebana
Sabaoth 17:58:11
I pewnie go nie poświęciliscie
Sabaoth 17:58:53
Jak ja nie poświęciłem samochodu w Polsce to kapcia złapałem, a mój kolega co poświęcił nie złapał kapcia. I to jest fakt naukowy, no może pseudo
(Korekta i redakcja baj ja)

poniedziałek, 26 listopada 2007

Żuławska Komisja Śledcza II







Wczoraj wstaliśmy o...6 rano...w nocy. Pojechaliśmy na "wycieczkę" z Marcinem i red. z "GW" do Posilge Żuławka Sztumska i Stalle Stalewo. Wycieczka napisałam w cudzysłowie, bo wstanie w nocy, a potem łażenie po krzakach w błocie, zacinającym deszczu ze śniegiem przy temp. O, raczej mało wycieczkowate jest ;) Nie mam w zasadzie co się rozpisywać, wklejam artykuł z GW. Mam nadzieję, że nowy proboszcz lokalnej parafii dotrzyma danego słowa. A my mamy pomysł na inicjatywę własną w sąsiednim Stalle. Ale o tym innym razem.
Może tylko napiszę co jest na kolejnych fotkach. Od góry - obramienie grobu z wrzuconą do środka butelką po bełcie (zamiast znicza?). Płyta nagrobna z wymalowaną swastyką. Miejsce biesiadne wykonane z połamanych i poprzewracanych płyt nagrobnych. Pomost wędkarski tuż obok, z tego samego budulca. Zdjęcia są kiepskie, za co przepraszam oglądaczy, ale na prawdę pogoda była koszmarna.
Pijackie imprezy na mennonickich mogiłach

Mieszkańcy wsi Żuławka Sztumska urządzili sobie na mennonickim cmentarzu pijalnię piwa i stanicę do połowu ryb. Proboszcz z tamtejszej parafii po interwencji "Gazety" obiecał porozmawiać z parafianami.


Żuławka Sztumska leży na wschodnim skraju naszego województwa. Niegdyś gospodarzyli tu mennonici, którzy pozostawili po sobie, oprócz charakterystycznego budownictwa, duży cmentarz. Mennonityzm wykształcił się w XVI w. jako odłam anabaptyzmu. W 1555 r. w wyniku prześladowań jego wyznawcy musieli opuścić Holandię. W Polsce osiedlili się na Żuławach i w Dolinie Dolnej Wisły. Opuścili te tereny w 1945 r. Według większości historyków to właśnie im zawdzięczamy meliorację Żuław.

- Wielkość nekropolii oraz bogate formy nagrobków sprawiały, że należała ona do najciekawszych pozostałości po menonitach na terenie województwa pomorskiego - mówi Marcin Osiński, odkrywca i historyk amator. - Dziś o dawnej świetności tego miejsca przypominają jedynie niewielkie wzgórki po pochówkach i ułamki płyt, z których miejscowi mieszkańcy zrobili sobie pomost oraz pijalnię piwa.

Marcin Osiński odwiedza cmentarz w Żuławce od bez mała dekady. Ostateczna zagłada tego miejsca rozpoczęła się mniej więcej trzy lata temu. Wtedy wywieziono większość charakterystycznych dla menonitów strzelistych steli. Pozostałe jeszcze płyty nagrobne porozbijano, organizując z nich miejsce biesiad. W ubiegłym roku z nekropolii zniknął ostatni, potężny ostrosłup. Dziś leży w pobliskim stawie. Jego kontury można zobaczyć z pomostu, zbudowanego także z płyt nagrobkowych.

- Zamienienie nekropolii w pijalnię piwa to smutny, ale niestety standardowy proces, jakim uległa większość podobnych miejsc na Żuławach - mówi Marcin Tymiński, rzecznik pomorskiego wojewódzkiego konserwatora zabytków. - Urząd konserwatora od dawna apeluje do lokalnych społeczności o zachowanie takich miejsc dla potomnych. Na razie jednak - z mizernym rezultatem.

Po naszej interwencji sprawą zapuszczonej pamiątki po menonitach obiecał zająć się proboszcz lokalnej parafii.

- Proboszczuję tu od trzech miesięcy i obok cmentarza dotąd tylko przejeżdżałem. Jeżeli jednak na cmentarzu dzieje się taki skandal, na pewno na to zareaguję - obiecał "Gazecie" ksiądz Waldemar Joniak, proboszcz parafii Żuławka Sztumska. - Na pewno powiem o tym podczas mszy. Mam nadzieję, że uda mi się namówić moich wiernych do uporządkowania tego miejsca.
Bartosz Gondek
Źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto

czwartek, 22 listopada 2007

"Arcydzieła" malarstwa przedstawiające Gdańsk, rodem z Allegro III


I jeszcze jedno dzieło popełnione przez tfurcę, którym zawładnęła złowieszcza szpachla malarska. Tu mamy jeszcze inny okres dziejów naszego miasta.

Obraz przedstawia Gdańsk z okresu najazdów mongolskich, które nastąpiły po cofnięciu się lądolodu widocznego na poprzednim obrazie. Na miejscu Fischmarkt powstały Dzikie Pola z potężnymi jurtami. Lange Brucke jak widać wygło się w odwrotną stronę, co jest zupełnie zrozumiałe - zadziałał efekt sprężyny. Krantor został przebudowany, dodano mu wieżyczki - ewidentnie są to wieże minaretu. Do meczetu przypływano widocznymi łodziami, badacze w 100% potwierdzili, że jest to ukraiński typ łodzi "czajka". Ludność widoczna pod minaretami jest odziana w czarne chałaty, więc jest to grupa spacerujących, ortodoksyjnych Żydów. To wybitne dzieło jest dobitnym potwierdzeniem słynnej wielokulturowości Gdańska.

"Arcydzieła" malarstwa przedstawiające Gdańsk, rodem z Allegro II


A ten tfurca odmalował nam Gdańsk z innej epoki.

Obraz przedstawia starożytny Gdańsk z epoki zlodowacenia. Czoło lądolodu zepchnęło zabudowę Fischmarkt pod Żuraw. Powstało tak wielkie naprężenie, że Lange Brucke się wzięło i półkoliście wygło. Frauentor uwieczniono w momencie przewracania się . W tej epoce na Speicherinsel pracowały i żyły trolle, bądź krasnoludy, na co wskazuje wielkość spichrza. Za spichrzem widzimy czoło napierającego lodowca. Co się działo dalej nie wiadomo, albowiem malarz musiał salwować się ucieczką.

"Arcydzieła" malarstwa przedstawiające Gdańsk, rodem z Allegro I


Żeby nie było za poważnie, i za smutno proponuję analizę tego wybitnego obrazu:)

"Dzieło nosi wiele mówiacy podtydtuł "W starym kinie". Kolorystyka sepii charakterystyczna jest bowiem dla XIXstowiecznych dagerotypów, jak i dla klisz filmowych 35 mm marki ORWO. Sceneria obrazu to początek XX wieku, gdyz widzimy zarówno postać w powozie - to sam Wokulski, jak i tory tramwajowe na ulicy Długiej.Po prawej stronie widać cebulasty hełm cerkwi, którą ufundował Wokulski z wdzięczności, że odmrożone w Rosji ręce mu nie odpadły. Sceneria pogrążona jest we mgle, brakuje jej ostrości, co również nasuwa wniosek o fascynacji autora starym kinem, gdyż jak wiadomo, bez użycia lampy błyskowej trudno uzyskać ostrość. Zwłaszcza jest to fascynacja starym kinem amerykańskim. Ratusz głównomiejski i kamienice mają gabaryty godne Manhattanu. Zauważamy tu wpływ filmu o nieznanym nam bliżej tytule, z Vivien Leigh w roli głównej, o niedoszłym spotykaniu na Empire State Building. Jednego czego nie możemy zinterpretować, to grupka postaci po prawej stronie obrazu. Czyżby to byli kosmici z Roswell? Niestety pewnie zostanie to na zawsze tajemnicą, podobnie jak uśmiech Mony Lisy. "
baj Littlemy i ja VII, 2007

Żuławska Komisja Śledcza I





Udało mi się w dniu wczorajszym wykorzystać ;) Marcina. Pojechaliśmy do Żuławek i Drewnicy, w drodze powrotnej zaliczyliśmy Bogatkę. W Żuławkach szukaliśmy prawie Świętego Graala (ale o tym później). Chcę teraz wrócić do tematu domu podcieniowego w Żuławkach
Z duszą na ramieniu wleźliśmy do tej ruiny. Na prawdę strach tam wchodzić. Zawalony dach, przegnite podłogi, częściowo zwalone do piwnic. Obraz rozpaczy. Chyba wszystko co można było ukraść i spieniężyć zostało już wyniesione...Obejście służy okolicznej ludności jako wysypisko śmieci...A jednak pomimo wieloletnich przeróbek, dewastacji w tym destrukcie można odnaleźć typowe cechy żuławskiego domu podcieniowego (mówię o wnętrzu, bo zewnętrze jest oczywiste). Od podwórza wchodzi się w ciemną sień, wyłożoną klinkierową cegłą. Na prawo i na lewo znajdowały się obszerne pomieszczenia mieszkalne z wieloma oknami, podpiwniczone. Na końcu sieni, po lewej stronie widać ślad zamurowanego wejścia do "czarnej kuchni"(w zawalonym dachu doskonale widać komin), tuż obok prawdopodobnie był "brotszrank'. Dalej jest sień właściwa - wejściowa od ulicy i klatka schodowa prowadząca na I piętro. Na piętro nie mam odwagi wejść, zwłaszcza po zapadnięciu się w jednym miejscu podłogi pod moją lewą nogą. Tym bardziej, że schody "poszły na opał". Nie wiem co jeszcze napisać...Upadek i dewastacja tego wyjątkowego zabytku zaczął się po "wyzwoleniu". Przez kilkadziesiąt lat po wojnie był "własnością" gminy. Od ok. 10 lat zaczęła się agonia. Nie chcę nikogo oskarżać, ale wg mnie mieszkańcy w dużej mierze przyczynili się do doprowadzenia domu do katastrofalnej sytuacji...byle dostać lokum zastępcze. Najpierw przestał być używany podcień, potem piętro, jedna strona, druga...Gmina sprzedała i...jest to co widać na zdjęciach...A kilkaset metrów dalej stoi dom podcieniowy, który zasługuje na miano wizytówki Żuław.
Marcinuuu, dzięki!

środa, 21 listopada 2007

wtorek, 20 listopada 2007

Land an der Weichsel 1943

Zapraszam na krótką wycieczkę po najpiękniejszych zakątkach ziemi. Film został nakręcony w 1943 r. W najbliższych dniach pewnie pojawi się post baaardzo związany z tym filmem.
Link do filmu w sieci zdobył Marcin, zbeneckował ;) Sabaoth, a ja się cieszę jak głupi do sera. Wielkie buziaki chłopaki!

video

niedziela, 18 listopada 2007

Fürstenwerder, dom podcieniowy...



































Dom, a w zasadzie jego szczątki, znajdują się w Żuławkach, gm. Stegna. Klasyczny, żuławski dom podcieniowy został wybudowany w 1848r. w centrum wsi. Jeszcze kilka lat temu był zamieszkany. Po wyprowadzeniu lokatorów został sprzedany w prywatne ręce. W dwie lewe ręce z pustym łbem na karku. Nóż się w kieszeni otwiera i płakać się chce. Dom jest wpisany do rejestru zabytków... A tłumaczenia władz gminy Stegna i konserwatora zabytków o niemożności skontaktowania się z właścicielem są śmieszne. Kilka miesięcy temu dom był wielokrotnie wystawiany na sprzedaż w internecie, były telefony kontaktowe, dokładny opis.

Kilka słów o samych Żuławkach i Drewnicy.
Fürstenwerder, dzisiejsze Żuławki to wieś założona w 1352 r. w II okresie osadnictwa na terenach Żuław. W okresie osadnictwa krzyżackiego, fali flamandzko-fryzyjskiej. W 1364 r. powstała sąsiednia wieś Schonbaum - Drewnica. Wsie znajdują się na dwóch brzegach Elbinger Weichsel - Wisły Szkarpawy. Obie mają zachowany pierwotny układ, można w nich znaleźć sporo zabytków, niektóre niestety w opłakanym stanie. W samych Żuławkach jest 5 domów podcieniowych, kilka innych również przedwojennych, stare zabudowania gospodarcze, mleczarnię, XIX-stowieczny kościół z plebanią, resztki cmentarza z neogotycką kaplicą. Żuławki i Drewnica są jednym z niewielu przykładów zachowanej wsi, w tym przypadku dwóch wsi, charakterystycznej dla założeń mennonickich. Główną ulicą, traktem komunikacyjnym była tu rzeka. Podobne rozwiązanie można zobaczyć tylko w Tropach i Dzierzgonce na Żuławach Elbląskich.
cdn.

piątek, 16 listopada 2007

Schmalz aus Neufahrwasser

Zima idzie, trza smalcu nawarzyć. Przepis jest nieprecyzyjny, bo ja wszystko robię na łeko ;)
Składniki:

  • ok. 1 kg surowej słoniny
  • ok. 70 dag boczku parzonego, wędzonego
  • mielone z wieprzowiny
  • kilka cebul
  • kilka ząbków czosnku
  • kilka szarych renet
  • majeranek, zioła wszelakie jakie kto lubi
Jak kto ma machinę mielącą, to super, a jak nie, to czeka go to samo co mnie...siekanie wszystkiego. Słoninę dzielę 3/4 do 1/4. Większą część wytapiam na maxa, a pozostałości wywalam. Mniejszą wytapiam i robię chrupiące skwarki. Boczek w całości drobniutko siekam, wytapiam, podsmażam i do gara. Posiekaną, zeszkloną cebulę tamże. Do tego wszystkiego starte na grubym oczku jabłka i przeciśnięty przez praskę czosnek. A! No i mięso. Ja akurat dzisiaj nie dostałam mielonej łopatki, to dołożyłam drobniuteńko posiekanych, gotowanych ozorków. No i dodaję zioła. Dzisiejsza wersja jest klasyczna, majerankowa z nutą prowansalską.
Zasłużeni towarzysze broni mają obiecane po słoiczku ;) Jak już rozleję smalczyk, oetykietkuję, to pokażę.

Kot podrzutek ma domek!!!


HURRRA!!! Serdecznie dziękuję wszystkim zamieszanym w akcję "Mruczuś".

czwartek, 15 listopada 2007

Festiwal Pomuchla w Łebie

Mam nadzieję, że nic pilnego nie wyskoczy i pojedziemy do Łeby 2 grudnia. Chcieliśmy pojechać z Marcinem i Patrycją, ale termin Pomuchlady pokrył się z marcinowym tarzaniem się w błocie pod Austerlitzem ;)
Link do strony Festiwalu Pomuchla

środa, 14 listopada 2007

Neue AK Neufahrwasser

Kolejna wersja najbardziej znanego widoku z Neufahrwasser w mojej kolekcji (no to słowo kolekcja jest na wyrost). Tym razem poczta wolska mi nie ukradła listu z pocztówką w środku.
Sabaoth, dzięki serdeczne jeszcze raz za pomoc w zanabyciu kartki :)

Wesołe opisy na GG ;D


Czasami ludzie mają tak kapitalne opisy na GG, że szkoda żeby znikały w odmętach niepamięci. Czasami, jak dwa poniższe, są sytuacyjne ;D Oczywiście, nie odmówię sobie zamieszczenia własnego, bo moje nadęte ego mogłoby schudnąć ;D

"Importowane styropianowe bałwany..." baj Marcinuuu
"Kartonowy dom mennonicki na terpie ze styropianu" baj ja sama w osobie własnej

wtorek, 13 listopada 2007

Trzynastego i czarny (prawie) kot pod drzwiami...













Jakieś bydle podrzuciło mi pod drzwi dzisiaj rano tego Mruczka...Przed południem zobaczyłam siedzącego pod moimi drzwiami kota. Były otwarte drzwi na podwórze, i w pierwszym momencie pomyślałam, że to któryś z sąsiedzkich kotów. Poszłam po zakupy, i jak wróciłam on siedział u mnie na wycieraczce. Wyniosłam go na podwórko, i myślałam, że zwierzak mi zdechnie z przerażenia. Dałam mu jeść, wlazł mi na ręce i zaczął mruczeć. Zamknęłam drzwi, a kot zaczął rozpaczać pod drzwiami i łapą drapać, żeby go wpuścić do domu. Jak wyniosłam transporter na klatkę, to kot sam do niego wszedł.Zamknęłam go w łazience, i zaczęłam kombinować co z nim zrobić. U mnie niestety nie mógł zostać nawet na "tymczasie". Dużego kota nie zaakceptuje Bazyl, który toleruje tylko Borysa. A nie mogłam pozwolić, żeby wpadł pod samochód, albo żeby go zagryzł go jakiś pies. Nikt ze znajomych nie mógł go wziąć. Dzięki mojemu przyjacielowi - Zoppoterowi, i jego "macochowi" udało się kota umieścić w schronisku w Sopocie. To jedyne schronisko w 3city, do którego miałam sumienie oddać zwierzaka. Może ktoś z Was, waszych bliskich chciałby takiego kotusia? Kot jest młody, ale nie maluszek, czyściutki, zadbany, w 100% domowy.
Mruczy jak traktor. Komuś się znudziła puchata zabawka, i podrzucił ją mnie...
Tel. do schroniska 0 58 551 24 57

poniedziałek, 12 listopada 2007

Kościół Reichenberg wyniki śledztwa part I

Kościół w Reichenberg przed 1945r.

Dzięki burzy mózgów i szperaniu w różnych źródłach wespół w zespół z Marcinem wykopaliśmy tyle:
Wieś Reichenberg została ulokowana bodajże w 1347 r. Także jest to miejscowość z tzw. II okresu kolonizacji - II - krzyżacki, związany z kolonizacją fryzyjsko - flamandzką od 1308 do 1400 r. (wg B. Lipińskiej). Fragmenty ruin to pozostałości wieży kościelnej z poł. XIVw. Kościół został zniszczony w (a jakże) 1945r. W 1986 r. stały jeszcze resztki murów wieży, które w chwili obecnej są kupą cegieł. Prawdopodobnie kościół był budowlą orientowaną, i w najbliższym czasie postaramy się chociaż w przybliżeniu określić jego położenie.
CDN.

niedziela, 11 listopada 2007

Cmentarz Reichenberg
















Przez Reichenberg (Bogatkę) , lub tuż obok przejeżdżałam setki, a może i tysiące razy. Znajduje się tam w miarę dobrze zachowany dom holenderski. Ale jakoś nigdy nie wpadłam na to, że jest tam cmentarz...Pod latarnią najciemniej...Cmentarz, a raczej jego pozostałości są okazałym założeniem, z klasycznym starodrzewem wytyczającym alejki i kwatery. Zachowanych w różnym stopniu jest kilkadziesiąt nagrobków o różnych formach. Na południowo zachodnim skraju cmentarza znajdujemy potężną ruinę. Jak przypuszczam są to pozostałości kościoła, który istniał w Reichenberg. Póki co nie wiem nic więcej ani o jego powstaniu, ani o smutnym końcu. Na tym samym skraju znajduje się granitowy głaz z inskrypcją wyrytą pismem gotyckim "Gedenkt der Helden" (Pamięci bohaterów). Niestety nie ma oprócz inskrypcji daty, i pewnie trudno będzie przypisać ten głaz konkretnym wydarzeniom. Chociaż intuicja podpowiada, że jest to pamiątka żołnierzy I Wojny Światowej. Przypuszczalnie głaz został przeniesiony z centralnej części cmentarza, gdzie rośnie potężna tuja, i leży pień drugiej. Prawdopodobnie komuś spodobał się "poniemiecki" kamień i miał zostać skradziony. Po północno-zachodniej stronie cmentarza jest spory, prostokątny, zarośnięty staw. W centralnej części cmentarza istnieje...pasieka...prowadzona przez dosyć dziwnych osobników. I szczerze wątpię, że jest to działalność legalna. To tyle z dzisiejszej wizji lokalnej. Na więcej nie pozwoliło zachodzące słońce.
CDN.

Marcinuuu! Wszystkiego najlepszego!

Stan morza 11.11.2007 Wyspa Sobieszewska




Repertuar stały łikendu, czyli co w falach piszczy, a raczej szumi. Piękne, długaśne fale, słońce i nadciągające z północy śnieżne chmury. Morze poza sezonem jest przepiękne.

sobota, 10 listopada 2007

Podsumowanie wygłupów allegrowych

Jako, że mam osobowość maniakalno-depresyjną, łatwo łapię goopawki, i równie łatwo dołki. W temacie "jantyków" oferowanych na Allegro, idiotycznych opisów, koszmarnych zdjęć, błędów ortograficznych, wciskaniu ludziom falsów, siedzę od dobrych kilku lat. Moja akcja z kretyńskimi opisami i fatalnymi fotkami, to nic innego jak pomysł, żeby fanty przeznaczone dla bliskich mi osób podarować w "jajeczny" sposób. I w przewrotny sposób pośmiać się z "bystrzaków z Allegro".
Jak zauważyłam, w większości ludzi ta "akcja" wywołała wieeelki uśmiech na ryjofonie. Największy chyba na moim (widać kiepski ze mnie satyryk, skoro śmieję się z własnych tekstów).
Dwa linki z różnych forów, o moim "chandlu jantykami":
WNĘTRZNOŚCI gazeta.pl
FDG
I jak widać, zawsze komuś może przeszkadzać zabawa zaprzyjaźnionej grupy ludzi.

Zanabyłam jantyk ze Skandynawii ;)

" Solniczka w kształcie kogucika"

Antyczna solniczka w kształcie kogucika nadgryziona trochę zębem czasu. Działa bez zarzutu trzeba tylko wsypać do środka sól.
Dodano 2007-10-04 17:40
W ramach promocji do solniczki dodaję sól. Sól jest bardzo słona i nowa, nie antyczna.

Nie jestem do końca zadowolona z tej transakcji. Obiecana była sól? Obiecana. A nie dostałam...Widać Sabaoth pożałował paru koron, na nową, ekologiczną, szwedzką sól, która zawiera o 50% mniej soli w soli ;)

Chandel jantykami na Allegro mojego aótorstfa part IV ;)

" Kszyrz z poniemjeckiego Dancing"

Oferuje Szanownemu Państwó bardzo antyczny, drogocenny kszyrz. Kszyż znaleziono w starodawnej komurce w poniemjeckiej dzielnicy Neufachrwaser. Nie daleko stoi taki dom, na ktury niekturzy mówią ze to kościuł szfedzki. Ja domniemam się ze ten kszyrz jest z tego koscioła. Wiec go bardzo polecam zwłaszcza miłośniką poniemjeckiego Dancing i Szfecji. Ale może być to tesz kszyż rzelazny, bo jest bardzo cienżki.Pszedmjot jest durzy i okazały. Zaposiada rysę czasó pszeszłego.

Szczęśliwym posiadaczem został Sabaoth, który teraz musi się głowić jak ten "antyk" przemycić do Szwecji ;)

Chandel jantykami na Allegro mojego aótorstfa part III ;)

" Karawka z Dancing i Zoppota"

Oferóje Państwó kolejny bardzo stary antyczny pszedmiot. Jest to karawka znaleziona w Zoppotach.Napewno jest bardzo stara i cenna. No i cięszka. I durza. Zmieści sie do niej to i owo. Na pszykład wino. Jak cena na ałkcji mnie zatysfakcjonóje, to szczęsliwemu kópcowi dam durzo winogron na to wino. Winogrona som z Dancing pszed wojennego. Tagże mocno zachencam do licytacji, bo taka okazja jusz sie na miljon procęt nie powturzy więcej i wcale.

Szczęśliwym posiadaczem został Langfuhrterek. I nie wystawił mi do tej pory "komętasza"...

Chandel jantykami na Allegro mojego aótorstfa part II ;)

" Antyczny talesz Dancing"

Nie wiem jak bardzo stary jest ten talerz, ale napewno bardzo. A jak jest bardzo stary, to i bardzo cenny co sie rozumje samo przez sie. Na pewno jest cenniejszy nisz cena złomu blaszanego. Miałam go zwarzyć, ale waga mi się zwarzyła. Na talerzu widać jakiś statek, na rzaglach ma kżyrz, więc można pszypuszczać że jest to statek kżyżacki. I talesz tesz jest kżyżacki rozumójąc logicznie. Dookoła są ryby. Ale nie wiem jakie. Ja sie na rybach dobrze znam, ale te to są jakieś dziwne. Wyglądajo troche jak leszcze. Ale Abramis brama to nie jest...Może to Abramis krucafux? Statek jest troche zzieleniały, co znaczy że nieświeży i stary. Na szczęście nie śmjerdzi rybami. Talesz można urzywać na wiele sposobuw. Można powjesić na ścianie na słomiance. Można zrobić wielkom popielniczkie. To są moje dobre pomysły na zagospodarowanie tego zabytkowego, antycznego pszedmiotu. A ja sie znam, to wiem co muwie, i radze skorzystać z mojej dorady. Można tesz np położyć na nim kilka kasztanów. Poniewarz mam kasztana na podwórku, to gratisowo daję za darmo 3 kasztany do dekoracji. A jak ktoś jest z Gdańska albo okolicy i sam weźmie talesz odemnie, to dam jeszcze troche winogron z ogrudka co by na nim położyć dla gustownej dekoracji. Co załanczam i polecam na załonczonych zdjęciach.

Dodano 2007-09-21 01:12
Pszepraszam, ale kasztanuw nie będzie bo poniewarz zjadł je Bazyl. Mam nadzieje ze kópiec się zato namnie nie zagniewa. Ale najwarzniejsze ze tależa nie zjadu. Talesz jest cały. Szlakby trafił te poniemjeckie psy.

Szczęśliwą posiadaczką została żona Zoppotera.

Chandel jantykami na Allegro mojego aótorstfa part I ;)


"Bótelka po browarze DANCING antyczna i cenna"

Przedstawiam Państwu antyczną flaszkę. Niestety jest opróżniona, bynajmniej nie przeze mnie. Ale z powodu niedziurawości można ją napełnić i urzywać wielokrotnie. Ino pić trza szybko, bo zamknięcia nie ma i gaz wylata z niej migiem. To taka dobra rada dla przyszłego właściciela. Wogule jest ładna, bursztynowa. Całkiem jak bursztynowa komnata. Acha. Na spodzie ma napisane SIEMENS, ale nie wiem czemó, pszecież to butelka a nie telefon, albo odkurzacz. Spszedaję, bo zbieram na pełną.Co prawda na niej pisze, że jest UNVERKAUFLICH, ale to po hitlerowsku więc sie nie liczy.

Szczęśliwym posiadaczem tego wyjątkowego okazu został Zoppoter.

Miś Pszekliniak ;)

Znalazłyśmy z Martą w kałuży na mojej ulicy Misia Pszekliniaka ;D A raczej sam łeb ;D Na dodatek oczko wypadło temu misiu, Misiu Pszekliniaku. Marta, jako miłośniczka potwornych misiów wszelkiej proweniencji, Pszekliniaka wyszorowała i zabrała do domu.

piątek, 9 listopada 2007

Ich will!!

Przychodzi ktoś na prywatne forum, nie poda ręki ani nogi, nie przedstawi się, i prosi o pomoc. Oki. Po latach siedzenia w necie różniaste rzeczy jestem w stanie zaakceptować, przymknąć łeko. Ale w tym przypadku pytacz, nawet nie po zwróceniu uwagi, a jeno zapytaniu, zaczyna się pieklić, tupać nóżką... I w obronę jest brany przez Bulgot styropianu.
Ludzie! Może ja jestem nienormalna, mam źle w głowie...Ale do cholery jasnej...Pracę dyplomową robi się u promotora z którym ma się wspólny język, który potrafi pokierować, podpowiedzieć, skorygować. I z tematu, w którym człowiek jest mocny, może błysnąć wiedzą, talentem, erudycją. A tu wyskakuje kobitka, jak królik z kapelusza i oznajmia, że chce "robić dyplom z mennonitów". I się na forum pyta gdzie najbliżej jest jakiś dom, do którego można wejść. Chce uzyskać wskazówki dotyczące literatury tematu. "Zieloność" w temacie wystaje, jak słoma z butów. I zero pokory.
Ja, jak się na czymś nie znam, i wchodzę gdzieś z prośbą o informacje, to kładę uszy po sobie, nie pyskuję, czekam grzecznie w kąciku, aż ktoś mający większą wiedzę podzieli się nią ze mną.

Lepienie wiatraków ;)


Langfuhrterek udał się na tułaczkę na cały tydzień, bynajmniej nie wojenną, ino z żono sobie wyjechali. Tam gdzie trafił bidoka ni ma dostępu do netu. A zanim wyjechał zalicytował na Allegro wiatrak z domem podcieniowym z Wikrowa. Z kartonu ;) We wtorek dostałam polecenie sprawdzenia co z aukcją. Aukcja wygrana. I zaczęliśmy gadać o tym lepieniu i fogle. Najlepszy był ustęp o tym, jak to Marcin kiedyś się zabawił w "Danzig - 1945", oblał benzyną i podpalił jedną z ulepionych wcześniej baszt ;D Nadpalona baszta nadal istnieje, i jak zrobię zdjęcie, to obiecuję pokazać. Potem urządziłam sobie ploty z Zoppoterem o lepieniu wiatraków przez Marcina. No i Krzysiek wpadł na pomysł, że można założyć Kółko Lepicieli, Marcin zostanie instruktorem, a my trudną młodzieżą resocjalizowaną przy pomocy klejenia he he he. Najpierw wyciszanie emocji, koncentracja przy lepieniu, a po ukończeniu roboty podpalanie, albo strzelanie z armatki Marcina do obiektów w ramach rozładowania agresji;D
Śmiechy, śmiechami, ale zupełnie na poważnie, to ten kompleks z wiatrakiem w Wikrowie nie istnieje od kilku lat...został podpalony ;(((
No i jeszcze coś mi się tu ciśnie na klawiaturę w związku z domem podcieniowym, ale to temat na osobnego posta, może pt. Bulgot styropianu? ;DDD

Reaktywacja

Po przerwie. Poprzedni blog szlag trafił, mówi mi, że nie istnieje adres, który podałam. Trudno, nie to nie, jest następny :)
W sumie powrót na bloggera zawdzięczam Impieratorowi-dzięki Maciek :)